Czterdzieści minut minęło szybciej niż mogłabym przypuszczać. Z nadzieją wyczekiwałam zbawiennego prądu, ale nic się nie stało. Kai podniósł się z podłogi i wystawił ręce do góry.
-Pomimo tego, że jestem wysoki, nie dosięgam do tej klapy... musisz mi wejść na ramiona i podnieść ją. - po czym wyciągnął ramiona w moim kierunku. Moja fanowska osobowość pisnęła w głowie z tego powodu. Tak blisko Jongin'a, w tak krótkim czasie! Ucieszyłam się, że byłam w szortach, a nie w sukience. Podeszłam do chłopaka, a ten, oparty na kolanach pozwolił mi usadowić się na jego ramionach. Szybko powędrowałam w górę, i fizycznie i psychicznie, no bo trudno było nie myśleć o tym jak blisko był Kai, podważyłam klapę i dłonią wywróciłam ją na zewnętrzną stronę.
-Już!- radośnie oznajmiłam koledze.
-Znakomicie, zatem wskakuj na górę.-dodał Jonginnie. Wspierając się na swoich słabych ramionach, wydostałam się przez otwór w suficie i zasiadłam na chłodnym suficie obiektu. Było tu dość ciemno, zważywszy na to, że byliśmy w szybie windy, a i światła nie było nigdzie.
-Tak swoją drogą... jak masz zamiar tu wejść skoro jesteś za niski...-spojrzałam na chłopaka przez miejsce po klapie windy.
-Wystaw do mnie ramię, podskoczę, lekko się na nim podciągnę i złapię o sufit, potem dam już radę sam. Wyciągając do niego rękę dodałam tylko:
-To jest tak głupie, że nie może się udać ... ku mojemu zaskoczeniu... jednak się udało. Gdy Jongin był już obok mnie, spojrzałam do góry jakby ciemność miała zaraz powiedzieć coś by dodać mi otuchy. Rozprostowałam ręce i zaczęłam się martwić czy umiem się podciągnąć po linie. Jako, że ledwo widzieliśmy siebie i otoczenie, Kai pociągnął mnie za dłoń i pokazał mi gdzie konkretnie jest lina.
-Gotowa? Użyj całej swojej siły, bo to będzie wytrzymałościowe zadanie, jak tylko znajdę się na wysokości drzwi, podam Ci telefon i oświetlisz mi korbkę, otworzę nam przejście i Cię wciągnę do środka, dobrze?
- Brzmi jak plan -dodałam i zaczękałam aż wejdzie na linę. Chwilę później ruszyłam za nim, pierwsze pięć minut było całkiem znośne, ale czym wyżej się wspinaliśmy tym bardziej moje ramiona robiły się wiotkie ...
-Chyba nie dam rady..-jęknęłam,a echo rozniosło się szybem.
-Za chwilę będziemy, zostało pół metra Ann, poradzisz sobie - Kai odpowiedział stanowczo i spokojnie, posuwając się wyżej i wyżej. Gdyby nie te zupełne ciemności, miałabym teraz super widok - podsumowałam w myślach i pokonałam ostatnie dzielące mnie wysokości. Jongin przekazał mi telefon, a ja ostatkami sił, trzymałam się liny i świeciłam mu w miejscu gdzie była korbka. Wystarczyła chwila i sprawne dłonie Jongin'a rozchyliły drzwi, ale na piętrze także było ciemno. Zwinnymi ruchami Jonginnie wydostał się na zewnątrz. Gdy nagle coś huknęło.
-Co to? -mruknęłam i poczułam jak telefon Kai'a wypada mi z dłoni, a ja jadę do góry na linie.
-Winda ruszyła!- spostrzegł się Jonginnie, a obiekt pode mną zamigotał światłem i ruszył szybko w moim kierunku.
-Anna skacz, złapię Cię! Jak utkniesz przy suficie to winda Cię zgniecie! - krzyknął mój towarzysz. Pełna strachu, obaw, i ze łzami w oczach dodałam w myślach "Amen" i zbierając wszystkie siły odepchnęłam się w kierunku pustego otworu. Moja noga uderzyła o jadącą windę ,a but zsunął się między szczelinę ściany i obiektu. Powietrze przebiło delikatne "ding", ja leżałam w ramionach Kai'a , a winda zablokowała się trochę poniżej poziomu piętra, w wyniku blokady moim obuwiem, uszkodziła się. Leżeliśmy tak chwilę w ciszy zanim dotarło do nas jakie mieliśmy szczęście i wreszcie mogliśmy odetchnąć radosną ulgą. Jednak to był dopiero początek pechowych zdarzeń.. Zaczęłam płakać, pomimo przytulenia chłopaka, już po paru chwilach błogiego stanu uratowania się, uświadomiłam sobie, że nie mogę wstać bo moja noga za bardzo się potłukła. Ramiona też miałam wykończone, toteż zupełnie nie nadawałam się do ruchu. Komórka Jongin'a była zniszczona, a jako, że na tym piętrze prądu nadal nie było, nasz kontakt ze światem zewnętrznym się urwał, ponieważ do tej części można się było dostać jedynie windą, która aktualnie się popsuła. Westchnęłam ciężko przytłoczona wydarzeniami i pozwoliłam się wziąć na ręce Kai'owi. Niósł mnie chwilę w ciszy, zapewne do łazienki lub jakiegoś małego miejsca z punktem sanitarnym na piętrze. Wtem usłyszeliśmy kroki. Skuliłam się, przytulona do mojego towarzysza, ale krew zupełnie odpłynęła mi już od mózgu, strach miał w końcu wielkie oczy. Jonginnie zachował pokerową twarz, ale jego uścisk zacisnął się mocniej na moim ciele. Nagle po oczach oślepiła nas latarka, wzdrygnęliśmy się odruchowo, jednak po chwili rozbrzmiał znajomy i przyjacielski głos.
-Och, To Wy! Jak to dobrze! Gdy już wzrok dostosował się do światła, uśmiechnęłam się na pierwsze pozytywne światełko w tym niefortunnym ciągu zdarzeń.
-Pomimo tego, że jestem wysoki, nie dosięgam do tej klapy... musisz mi wejść na ramiona i podnieść ją. - po czym wyciągnął ramiona w moim kierunku. Moja fanowska osobowość pisnęła w głowie z tego powodu. Tak blisko Jongin'a, w tak krótkim czasie! Ucieszyłam się, że byłam w szortach, a nie w sukience. Podeszłam do chłopaka, a ten, oparty na kolanach pozwolił mi usadowić się na jego ramionach. Szybko powędrowałam w górę, i fizycznie i psychicznie, no bo trudno było nie myśleć o tym jak blisko był Kai, podważyłam klapę i dłonią wywróciłam ją na zewnętrzną stronę.
-Już!- radośnie oznajmiłam koledze.
-Znakomicie, zatem wskakuj na górę.-dodał Jonginnie. Wspierając się na swoich słabych ramionach, wydostałam się przez otwór w suficie i zasiadłam na chłodnym suficie obiektu. Było tu dość ciemno, zważywszy na to, że byliśmy w szybie windy, a i światła nie było nigdzie.
-Tak swoją drogą... jak masz zamiar tu wejść skoro jesteś za niski...-spojrzałam na chłopaka przez miejsce po klapie windy.
-Wystaw do mnie ramię, podskoczę, lekko się na nim podciągnę i złapię o sufit, potem dam już radę sam. Wyciągając do niego rękę dodałam tylko:
-To jest tak głupie, że nie może się udać ... ku mojemu zaskoczeniu... jednak się udało. Gdy Jongin był już obok mnie, spojrzałam do góry jakby ciemność miała zaraz powiedzieć coś by dodać mi otuchy. Rozprostowałam ręce i zaczęłam się martwić czy umiem się podciągnąć po linie. Jako, że ledwo widzieliśmy siebie i otoczenie, Kai pociągnął mnie za dłoń i pokazał mi gdzie konkretnie jest lina.
-Gotowa? Użyj całej swojej siły, bo to będzie wytrzymałościowe zadanie, jak tylko znajdę się na wysokości drzwi, podam Ci telefon i oświetlisz mi korbkę, otworzę nam przejście i Cię wciągnę do środka, dobrze?
- Brzmi jak plan -dodałam i zaczękałam aż wejdzie na linę. Chwilę później ruszyłam za nim, pierwsze pięć minut było całkiem znośne, ale czym wyżej się wspinaliśmy tym bardziej moje ramiona robiły się wiotkie ...
-Chyba nie dam rady..-jęknęłam,a echo rozniosło się szybem.
-Za chwilę będziemy, zostało pół metra Ann, poradzisz sobie - Kai odpowiedział stanowczo i spokojnie, posuwając się wyżej i wyżej. Gdyby nie te zupełne ciemności, miałabym teraz super widok - podsumowałam w myślach i pokonałam ostatnie dzielące mnie wysokości. Jongin przekazał mi telefon, a ja ostatkami sił, trzymałam się liny i świeciłam mu w miejscu gdzie była korbka. Wystarczyła chwila i sprawne dłonie Jongin'a rozchyliły drzwi, ale na piętrze także było ciemno. Zwinnymi ruchami Jonginnie wydostał się na zewnątrz. Gdy nagle coś huknęło.
-Co to? -mruknęłam i poczułam jak telefon Kai'a wypada mi z dłoni, a ja jadę do góry na linie.
-Winda ruszyła!- spostrzegł się Jonginnie, a obiekt pode mną zamigotał światłem i ruszył szybko w moim kierunku.
-Anna skacz, złapię Cię! Jak utkniesz przy suficie to winda Cię zgniecie! - krzyknął mój towarzysz. Pełna strachu, obaw, i ze łzami w oczach dodałam w myślach "Amen" i zbierając wszystkie siły odepchnęłam się w kierunku pustego otworu. Moja noga uderzyła o jadącą windę ,a but zsunął się między szczelinę ściany i obiektu. Powietrze przebiło delikatne "ding", ja leżałam w ramionach Kai'a , a winda zablokowała się trochę poniżej poziomu piętra, w wyniku blokady moim obuwiem, uszkodziła się. Leżeliśmy tak chwilę w ciszy zanim dotarło do nas jakie mieliśmy szczęście i wreszcie mogliśmy odetchnąć radosną ulgą. Jednak to był dopiero początek pechowych zdarzeń.. Zaczęłam płakać, pomimo przytulenia chłopaka, już po paru chwilach błogiego stanu uratowania się, uświadomiłam sobie, że nie mogę wstać bo moja noga za bardzo się potłukła. Ramiona też miałam wykończone, toteż zupełnie nie nadawałam się do ruchu. Komórka Jongin'a była zniszczona, a jako, że na tym piętrze prądu nadal nie było, nasz kontakt ze światem zewnętrznym się urwał, ponieważ do tej części można się było dostać jedynie windą, która aktualnie się popsuła. Westchnęłam ciężko przytłoczona wydarzeniami i pozwoliłam się wziąć na ręce Kai'owi. Niósł mnie chwilę w ciszy, zapewne do łazienki lub jakiegoś małego miejsca z punktem sanitarnym na piętrze. Wtem usłyszeliśmy kroki. Skuliłam się, przytulona do mojego towarzysza, ale krew zupełnie odpłynęła mi już od mózgu, strach miał w końcu wielkie oczy. Jonginnie zachował pokerową twarz, ale jego uścisk zacisnął się mocniej na moim ciele. Nagle po oczach oślepiła nas latarka, wzdrygnęliśmy się odruchowo, jednak po chwili rozbrzmiał znajomy i przyjacielski głos.
-Och, To Wy! Jak to dobrze! Gdy już wzrok dostosował się do światła, uśmiechnęłam się na pierwsze pozytywne światełko w tym niefortunnym ciągu zdarzeń.
Świetne *.* Dramatyczne i urocze jednocześnie. Super!
OdpowiedzUsuń