`Ciemne, czekoladowe oczy spoglądały na nas wyczekując odpowiedzi. Wypuściliśmy powietrze z pewnym ciężarem i spojrzeliśmy po sobie znacząco. Na czole Sehun'a pojawiły się zmarszczki, Chen przygryzł wargę, a ja wróciłam wzorkiem na Luhan'a, mając nadzieję, że żartuje.
-Umm, oppa... myślę, że jedynymi którzy mogliby iść do tego tunelu, jesteśmy tutaj z Chenem tylko my, to znaczy... no chyba, że jesteście na randce.. -odparłam wreszcie, przełamując kłopotliwą ciszę w powietrzu. Sehun zrobił się jeszcze bardziej czerwony i zdenerwowanym spojrzeniem omiótł starszego przyjaciela.
-No to nie widzę prob..-Zaczął Lulu, jednak chwilę później na jego ustach pojawiła się ręka maknae.
-No to może się... rozdzielimy, wy sobie tam pójdziecie, a ja zabiorę hyung'a na dalsze odpoczywanie. - dodał Sehunnie udając ton który jest lekceważący. Chen przytaknął rześko i dodał, że spotkamy się o dwudziestej trzeciej przy jeziorku. Chłopcy kiwnęli twierdząco, mój chłopak pociągnął mnie za rękę, a ja zdążyłam jeszcze zarejestrować jak Lulu patrzy pytająco na przyjaciela, i nie rozumie czemu Sehun nie pozwolił mu mówić.
-No to mamy lekko ponad godzinę dla siebie - szepnęłam chłopakowi do ucha i delikatnie objęłam go za ramię. Jongdae uśmiechnął się uroczo i pocałował mnie w usta.
-Wykorzystam to jak najlepiej słonko. - Azjata mruknął czarująco. - to co, tunel miłości?
-Niech Ci będzie - kiwnęłam onieśmielona i zaśmiałam się.
Ustawiliśmy się w kolejce i ogarnęliśmy spojrzeniem atrakcję. Przed nami rozciągała się wysoka kolejka w czerwonym kolorze urozmaicona różnymi tunelami z elementami serduszek, w tle rozciągała się romantyczna muzyka.
-Nie mogę się doczekać -Chen mruknął radośnie . Zachichotałam a z tyłu rozległ się nieznajomy głos.
-Też bym się nie mógł doczekać, jakbym miał taką dziewczynę - dodał Azjata za nami. Wysoki chłopak o włosach koloru miodowego blondu i pewnym siebie uśmiechu zagadnął mnie pomimo tego, że staliśmy w tej romantycznej kolejce, razem Jongdae - moim chłopakiem.
-Emm no tak, dziękuję - odparłam zaskoczona.
-Na pewno nie wolisz się przejść ze mną do tunelu miłości? Potrafię być baaaardzo romantyczny - zachichotał obcy Azjata i delikatnie dotknął moich kosmyków włosów. Otworzyłam usta w literką "o" i nie mogłam wydukać słowa, byłam dość zaskoczona jego śmiałością.
- Hm, a ja potrafię nieźle przyłożyć.. - odparł przez zęby Jongdae. Złapałam Chen'a za dłonie i dodałam ciepło.
-Nie denerwuj się, zaraz przyjdzie dziewczyna tego gościa - wskazałam głową- i skończy się ten jego podryw.
-Nie przyjdzie, pilnuję miejsca moim znajomym, nie podrywałbym Cię bez pola manewru -wtrącił nieznajomy aroganckim tonem- to jak?
-Z czym te "jak"? - odparłam, mam chłopaka który tu właśnie stoi i mam zamiar spędzić z nim ten romantyczny wieczór. - odrzekłam lekceważąco i skupiłam się na Chen Chen'ie.
-Daj spokój, co on może Ci dać? Taki chudy, niski, markotny, ze mną miałabyś na co popatrzeć, dobrze byś się pobawiła, zajął bym się Tobą jak należy - odrzekł nieznajomy i delikatnie złapał mnie za podbródek. Zalałam się rumieńcem, niezależnie od samej siebie, nie zdążyłam się jednak odsunąć, a ręka chłopaka zniknęła. Właściwie to Chen ją zabrał, konkretnie uderzając gościa w twarz, aż ten poleciał na kolejkę za plecami. Czworo ludzi przewróciło się na grunt, zaskoczonych siłą uderzenia, jedna dziewczyna oblała się nawet colą. Rozległ się krzyk i narzekanie, a twarz przewróconego chłopaka poczerwieniała ze złości, padły też z jego ust przekleństwa. Odskoczyłam zaskoczona i spojrzałam na Jongdae. Na jego twarzy widniał paskudny grymas zazdrości i nerwowy uśmiech wygranej. Masował sobie kłykcie na prawej dłoni.
-Już nie jesteś taki wygadany czyż nie? - odparł pewniejszym głosem do rywala. Spojrzałam na podnoszącego się z ziemi Azjatę z ubrudzoną od ziemi koszulką.
-Jak Cię dorwę, to Ci nogi powyrywam! -warknął nieznajomy i wytarł cieknącą stróżkę krwi z rozciętych ust. Złapałam Jongdae za dłoń i pociągnęłam by pobiec. Ruszyliśmy w kierunku domu krzywych zwierciadeł.Była tam najmniejsza kolejka, poza tym dom zrobiony był na wzór labiryntu, więc można było łatwo zgubić kogokolwiek. Azjata poderwał się szybko widząc jak się oddalamy, wykrzykując przekleństwa ruszył szybko za nami. Biegliśmy ile sił, wpadając na przypadkowych ludzi.
-Czemu to zrobiłeś?! Po prostu mogliśmy odejść! - krzyknęłam do Jongdae lekko zdenerwowana, łapiąc dech i obijając się o wystraszonych ludzi.
-Ach no nie mogłem patrzeć jak się do Ciebie dostawia! Zgubimy go! - warknął Chen i ponownie złapaliśmy się za ręce. Wbiegliśmy po schodach na atrakcję, bełkocząc jak bardzo się spieszymy, kupiliśmy bilety i wbiegliśmy wręcz do środka domu krzywych zwierciadeł. Zwolniliśmy lekko łapiąc powietrze głębokimi zasysami, odwróciłam głowę i dostrzegłam jak wkurzony nieznajomy przeciska się przez ludzi i już gotuje się na twarzy na myśl jak blisko jesteśmy do złapania.
-Nie zatrzymujmy się! - jęknęłam i pociągnęłam Jongdae. Azjata kiwnął głową i znów przyspieszyliśmy tempa starając się w miarę omijać ludzi w zatłoczonym korytarzu.
-Wracajcie tu! Dorwę was! - rozległ się krzyk, a serce przyspieszyło bicie. Nie rozumiałam dlaczego tak się uparł, widocznie mocno nastąpiliśmy mu na jego męską dumę. Ludzi których mijaliśmy ogarniało zmieszanie, padały różne krzyki związane z brakiem kultury i przepychaniem się. Jak na ironię, gdy tak przeciskaliśmy się wśród zwiedzających mogłam dostrzec w zwierciadłach nasze pobudzone przez adrenalinę twarze. Jak na ironię, odbijając się w zakrzywionych zwierciadłach, wyglądały jak z horroru psychiatry, zniekształcone, wielkie oczy, spływający pot, potargane włosy. Może bym się śmiała, gdybyśmy szli tutaj spokojnie ciesząc się naszym wieczorem, zamiast tego mieliśmy napływ wrażeń, których wcale nie chcieliśmy. Ku mojemu zaskoczeniu, droga rozdzieliła się na dwa korytarze, musieliśmy szybko zdecydować którym pobiegniemy. Niestety przez ludzi którzy stali na drodze, musieliśmy się rozdzielić, pobiegłam na prawo, a Chen na lewo. Pech chciał, że ten dupek pobiegł za mną. Przeszło mi przez myśl, że doszedł do wniosku, że jestem słabsza i biegam wolniej, wkurzyłam się na jego tok myślenia, jednak skupiłam się na tym by zgubić chłopaka jak najszybciej. Zaczęło brakować mi tchu, nie miałam takiej niesamowitej kondycji by biec dłużej niż dwadzieścia minut, ledwo odpychałam się już by nie dać się złapać, ale w krzywych zwierciadłach widziałam jego zbliżającą się, agresywną twarz. Marzyłam tylko by dobiec do Chen'a. Ku mojemu zaskoczeniu, nie dostrzegłam swojego chłopaka, lecz drzwi wyjściowe. Wybiegłam i zeskoczyłam po schodach, a przynajmniej spróbowałam. Poczułam tylko czyjeś dłonie na sobie i poleciałam na piach. Wyłożyłam się jak długa,a na policzku poczułam piekący ból, zadrapanie. Podniosłam wzrok i zobaczyłam nad sobą oprawcę, niedoszłego amanta, wkurzonego do granic Azjatę. Przeszło mi przez myśl, że może Chen zaraz wybiegnie, ale doszłam do wniosku, że dwa korytarze rozdzieliły się do dwóch wyjść, i on znajduje się pewnie z innej strony atrakcji. Odsunęłam się od chłopaka na ile starczyło mi sił na zimnym podłożu, ten jednak gdy tylko spróbowałam wstać popchnął mnie na ziemię. Westchnęłam i spojrzałam na niego wrogo.
-To tak traktujesz dziewczyny, jak Ci się spodobają?! -warknęłam.
-Nie chciałaś dać mi szansy, ten debil mnie uderzył, zapamiętacie oboje, że ze mną się nie zadziera, nie ma różnicy komu dołożę. - krzyknął, ludzie wokół wzdrygnęli się, ale widziałam strach na ich oczach i obawę przez zainterweniowaniem.
-Dupek- dodałam z aroganckim uśmiechem, a po policzku spłynęła mi kropla potu. Miałam nadzieję, że nie będzie mocno bolało. Nie miałam już siły uciekać. Chłopak zamachnął się, zasłoniłam się, poczułam czyjąś obecność.
-Dziewczynę chcesz bić? - odparł spokojny znajomy głos.
-Umm, oppa... myślę, że jedynymi którzy mogliby iść do tego tunelu, jesteśmy tutaj z Chenem tylko my, to znaczy... no chyba, że jesteście na randce.. -odparłam wreszcie, przełamując kłopotliwą ciszę w powietrzu. Sehun zrobił się jeszcze bardziej czerwony i zdenerwowanym spojrzeniem omiótł starszego przyjaciela.
-No to nie widzę prob..-Zaczął Lulu, jednak chwilę później na jego ustach pojawiła się ręka maknae.
-No to może się... rozdzielimy, wy sobie tam pójdziecie, a ja zabiorę hyung'a na dalsze odpoczywanie. - dodał Sehunnie udając ton który jest lekceważący. Chen przytaknął rześko i dodał, że spotkamy się o dwudziestej trzeciej przy jeziorku. Chłopcy kiwnęli twierdząco, mój chłopak pociągnął mnie za rękę, a ja zdążyłam jeszcze zarejestrować jak Lulu patrzy pytająco na przyjaciela, i nie rozumie czemu Sehun nie pozwolił mu mówić.
-No to mamy lekko ponad godzinę dla siebie - szepnęłam chłopakowi do ucha i delikatnie objęłam go za ramię. Jongdae uśmiechnął się uroczo i pocałował mnie w usta.
-Wykorzystam to jak najlepiej słonko. - Azjata mruknął czarująco. - to co, tunel miłości?
-Niech Ci będzie - kiwnęłam onieśmielona i zaśmiałam się.
Ustawiliśmy się w kolejce i ogarnęliśmy spojrzeniem atrakcję. Przed nami rozciągała się wysoka kolejka w czerwonym kolorze urozmaicona różnymi tunelami z elementami serduszek, w tle rozciągała się romantyczna muzyka.
-Nie mogę się doczekać -Chen mruknął radośnie . Zachichotałam a z tyłu rozległ się nieznajomy głos.
-Też bym się nie mógł doczekać, jakbym miał taką dziewczynę - dodał Azjata za nami. Wysoki chłopak o włosach koloru miodowego blondu i pewnym siebie uśmiechu zagadnął mnie pomimo tego, że staliśmy w tej romantycznej kolejce, razem Jongdae - moim chłopakiem.
-Emm no tak, dziękuję - odparłam zaskoczona.
-Na pewno nie wolisz się przejść ze mną do tunelu miłości? Potrafię być baaaardzo romantyczny - zachichotał obcy Azjata i delikatnie dotknął moich kosmyków włosów. Otworzyłam usta w literką "o" i nie mogłam wydukać słowa, byłam dość zaskoczona jego śmiałością.
- Hm, a ja potrafię nieźle przyłożyć.. - odparł przez zęby Jongdae. Złapałam Chen'a za dłonie i dodałam ciepło.
-Nie denerwuj się, zaraz przyjdzie dziewczyna tego gościa - wskazałam głową- i skończy się ten jego podryw.
-Nie przyjdzie, pilnuję miejsca moim znajomym, nie podrywałbym Cię bez pola manewru -wtrącił nieznajomy aroganckim tonem- to jak?
-Z czym te "jak"? - odparłam, mam chłopaka który tu właśnie stoi i mam zamiar spędzić z nim ten romantyczny wieczór. - odrzekłam lekceważąco i skupiłam się na Chen Chen'ie.
-Daj spokój, co on może Ci dać? Taki chudy, niski, markotny, ze mną miałabyś na co popatrzeć, dobrze byś się pobawiła, zajął bym się Tobą jak należy - odrzekł nieznajomy i delikatnie złapał mnie za podbródek. Zalałam się rumieńcem, niezależnie od samej siebie, nie zdążyłam się jednak odsunąć, a ręka chłopaka zniknęła. Właściwie to Chen ją zabrał, konkretnie uderzając gościa w twarz, aż ten poleciał na kolejkę za plecami. Czworo ludzi przewróciło się na grunt, zaskoczonych siłą uderzenia, jedna dziewczyna oblała się nawet colą. Rozległ się krzyk i narzekanie, a twarz przewróconego chłopaka poczerwieniała ze złości, padły też z jego ust przekleństwa. Odskoczyłam zaskoczona i spojrzałam na Jongdae. Na jego twarzy widniał paskudny grymas zazdrości i nerwowy uśmiech wygranej. Masował sobie kłykcie na prawej dłoni.
-Już nie jesteś taki wygadany czyż nie? - odparł pewniejszym głosem do rywala. Spojrzałam na podnoszącego się z ziemi Azjatę z ubrudzoną od ziemi koszulką.
-Jak Cię dorwę, to Ci nogi powyrywam! -warknął nieznajomy i wytarł cieknącą stróżkę krwi z rozciętych ust. Złapałam Jongdae za dłoń i pociągnęłam by pobiec. Ruszyliśmy w kierunku domu krzywych zwierciadeł.Była tam najmniejsza kolejka, poza tym dom zrobiony był na wzór labiryntu, więc można było łatwo zgubić kogokolwiek. Azjata poderwał się szybko widząc jak się oddalamy, wykrzykując przekleństwa ruszył szybko za nami. Biegliśmy ile sił, wpadając na przypadkowych ludzi.
-Czemu to zrobiłeś?! Po prostu mogliśmy odejść! - krzyknęłam do Jongdae lekko zdenerwowana, łapiąc dech i obijając się o wystraszonych ludzi.
-Ach no nie mogłem patrzeć jak się do Ciebie dostawia! Zgubimy go! - warknął Chen i ponownie złapaliśmy się za ręce. Wbiegliśmy po schodach na atrakcję, bełkocząc jak bardzo się spieszymy, kupiliśmy bilety i wbiegliśmy wręcz do środka domu krzywych zwierciadeł. Zwolniliśmy lekko łapiąc powietrze głębokimi zasysami, odwróciłam głowę i dostrzegłam jak wkurzony nieznajomy przeciska się przez ludzi i już gotuje się na twarzy na myśl jak blisko jesteśmy do złapania.
-Nie zatrzymujmy się! - jęknęłam i pociągnęłam Jongdae. Azjata kiwnął głową i znów przyspieszyliśmy tempa starając się w miarę omijać ludzi w zatłoczonym korytarzu.
-Wracajcie tu! Dorwę was! - rozległ się krzyk, a serce przyspieszyło bicie. Nie rozumiałam dlaczego tak się uparł, widocznie mocno nastąpiliśmy mu na jego męską dumę. Ludzi których mijaliśmy ogarniało zmieszanie, padały różne krzyki związane z brakiem kultury i przepychaniem się. Jak na ironię, gdy tak przeciskaliśmy się wśród zwiedzających mogłam dostrzec w zwierciadłach nasze pobudzone przez adrenalinę twarze. Jak na ironię, odbijając się w zakrzywionych zwierciadłach, wyglądały jak z horroru psychiatry, zniekształcone, wielkie oczy, spływający pot, potargane włosy. Może bym się śmiała, gdybyśmy szli tutaj spokojnie ciesząc się naszym wieczorem, zamiast tego mieliśmy napływ wrażeń, których wcale nie chcieliśmy. Ku mojemu zaskoczeniu, droga rozdzieliła się na dwa korytarze, musieliśmy szybko zdecydować którym pobiegniemy. Niestety przez ludzi którzy stali na drodze, musieliśmy się rozdzielić, pobiegłam na prawo, a Chen na lewo. Pech chciał, że ten dupek pobiegł za mną. Przeszło mi przez myśl, że doszedł do wniosku, że jestem słabsza i biegam wolniej, wkurzyłam się na jego tok myślenia, jednak skupiłam się na tym by zgubić chłopaka jak najszybciej. Zaczęło brakować mi tchu, nie miałam takiej niesamowitej kondycji by biec dłużej niż dwadzieścia minut, ledwo odpychałam się już by nie dać się złapać, ale w krzywych zwierciadłach widziałam jego zbliżającą się, agresywną twarz. Marzyłam tylko by dobiec do Chen'a. Ku mojemu zaskoczeniu, nie dostrzegłam swojego chłopaka, lecz drzwi wyjściowe. Wybiegłam i zeskoczyłam po schodach, a przynajmniej spróbowałam. Poczułam tylko czyjeś dłonie na sobie i poleciałam na piach. Wyłożyłam się jak długa,a na policzku poczułam piekący ból, zadrapanie. Podniosłam wzrok i zobaczyłam nad sobą oprawcę, niedoszłego amanta, wkurzonego do granic Azjatę. Przeszło mi przez myśl, że może Chen zaraz wybiegnie, ale doszłam do wniosku, że dwa korytarze rozdzieliły się do dwóch wyjść, i on znajduje się pewnie z innej strony atrakcji. Odsunęłam się od chłopaka na ile starczyło mi sił na zimnym podłożu, ten jednak gdy tylko spróbowałam wstać popchnął mnie na ziemię. Westchnęłam i spojrzałam na niego wrogo.
-To tak traktujesz dziewczyny, jak Ci się spodobają?! -warknęłam.
-Nie chciałaś dać mi szansy, ten debil mnie uderzył, zapamiętacie oboje, że ze mną się nie zadziera, nie ma różnicy komu dołożę. - krzyknął, ludzie wokół wzdrygnęli się, ale widziałam strach na ich oczach i obawę przez zainterweniowaniem.
-Dupek- dodałam z aroganckim uśmiechem, a po policzku spłynęła mi kropla potu. Miałam nadzieję, że nie będzie mocno bolało. Nie miałam już siły uciekać. Chłopak zamachnął się, zasłoniłam się, poczułam czyjąś obecność.
-Dziewczynę chcesz bić? - odparł spokojny znajomy głos.