poniedziałek, 30 września 2013

Park rozrywki część III - Dom krzywych zwierciadeł

`Ciemne, czekoladowe oczy spoglądały na nas wyczekując odpowiedzi. Wypuściliśmy powietrze z pewnym ciężarem i spojrzeliśmy po sobie znacząco. Na czole Sehun'a pojawiły się zmarszczki, Chen przygryzł wargę, a ja wróciłam wzorkiem na Luhan'a, mając nadzieję, że żartuje. 
-Umm, oppa... myślę, że jedynymi którzy mogliby iść do tego tunelu, jesteśmy tutaj z Chenem tylko my, to znaczy... no chyba, że  jesteście na randce.. -odparłam wreszcie, przełamując kłopotliwą ciszę w powietrzu. Sehun zrobił się jeszcze bardziej czerwony i zdenerwowanym spojrzeniem omiótł starszego przyjaciela. 
-No to nie widzę prob..-Zaczął Lulu, jednak chwilę później na jego ustach pojawiła się ręka maknae. 
-No to może się... rozdzielimy, wy sobie tam pójdziecie, a ja zabiorę hyung'a na dalsze odpoczywanie. - dodał Sehunnie udając ton który jest lekceważący. Chen przytaknął rześko i dodał, że spotkamy się o dwudziestej trzeciej przy jeziorku. Chłopcy kiwnęli twierdząco, mój chłopak pociągnął mnie za rękę,  a ja zdążyłam jeszcze zarejestrować jak Lulu patrzy pytająco na przyjaciela, i nie rozumie czemu Sehun nie pozwolił mu mówić. 
-No to mamy lekko ponad godzinę dla siebie - szepnęłam chłopakowi do ucha i delikatnie  objęłam go za ramię. Jongdae uśmiechnął się uroczo i pocałował mnie w usta.
-Wykorzystam to jak najlepiej słonko. - Azjata mruknął czarująco. - to co, tunel miłości? 
-Niech Ci będzie - kiwnęłam onieśmielona i zaśmiałam się. 
Ustawiliśmy się w kolejce i ogarnęliśmy spojrzeniem atrakcję. Przed nami rozciągała się wysoka kolejka w czerwonym kolorze urozmaicona różnymi tunelami z elementami serduszek, w tle rozciągała się romantyczna muzyka. 
-Nie mogę się doczekać -Chen mruknął radośnie . Zachichotałam a z tyłu rozległ się nieznajomy głos.
-Też bym się nie mógł doczekać, jakbym miał taką dziewczynę - dodał Azjata za nami. Wysoki chłopak o włosach koloru miodowego blondu i pewnym siebie uśmiechu zagadnął mnie pomimo tego, że staliśmy w tej romantycznej kolejce, razem  Jongdae - moim chłopakiem. 
-Emm no tak, dziękuję - odparłam zaskoczona.
-Na pewno nie wolisz się przejść ze mną do tunelu miłości? Potrafię być baaaardzo romantyczny - zachichotał obcy Azjata i delikatnie dotknął moich kosmyków włosów. Otworzyłam usta w literką "o" i nie mogłam wydukać słowa, byłam dość zaskoczona jego śmiałością. 
- Hm, a ja potrafię nieźle przyłożyć.. - odparł przez zęby Jongdae. Złapałam Chen'a za dłonie i dodałam ciepło.
-Nie denerwuj się, zaraz przyjdzie dziewczyna tego gościa - wskazałam głową- i skończy się ten jego podryw.
-Nie przyjdzie, pilnuję miejsca moim znajomym, nie podrywałbym Cię bez pola manewru -wtrącił nieznajomy aroganckim tonem- to jak? 
-Z czym te "jak"? - odparłam, mam chłopaka który tu właśnie stoi i mam zamiar spędzić z nim ten romantyczny wieczór. - odrzekłam lekceważąco i skupiłam się na Chen Chen'ie. 
-Daj spokój, co on może Ci dać?  Taki chudy, niski, markotny, ze mną miałabyś na co popatrzeć, dobrze byś się pobawiła, zajął bym się Tobą jak należy - odrzekł nieznajomy i delikatnie złapał mnie za podbródek.  Zalałam się rumieńcem, niezależnie od samej siebie, nie zdążyłam się jednak odsunąć, a ręka chłopaka zniknęła. Właściwie to Chen ją zabrał, konkretnie uderzając gościa w twarz, aż ten poleciał na kolejkę za plecami. Czworo ludzi przewróciło się na grunt, zaskoczonych siłą uderzenia, jedna dziewczyna oblała się nawet colą.  Rozległ się krzyk i narzekanie, a twarz przewróconego chłopaka poczerwieniała ze złości, padły też z jego ust przekleństwa.  Odskoczyłam zaskoczona i spojrzałam na Jongdae. Na jego twarzy widniał paskudny grymas zazdrości i nerwowy uśmiech wygranej. Masował sobie kłykcie na prawej dłoni. 
-Już nie jesteś taki wygadany czyż nie? - odparł pewniejszym głosem do rywala. Spojrzałam na podnoszącego się z ziemi Azjatę z ubrudzoną od ziemi koszulką.
-Jak Cię dorwę, to Ci nogi powyrywam! -warknął nieznajomy i wytarł cieknącą stróżkę krwi z rozciętych ust. Złapałam Jongdae za dłoń i pociągnęłam by pobiec.  Ruszyliśmy w kierunku domu krzywych zwierciadeł.Była tam najmniejsza kolejka, poza tym dom zrobiony był na wzór labiryntu, więc można było łatwo zgubić  kogokolwiek. Azjata poderwał się szybko widząc jak się oddalamy, wykrzykując przekleństwa ruszył szybko za nami. Biegliśmy ile sił, wpadając na przypadkowych ludzi. 
-Czemu to zrobiłeś?! Po prostu mogliśmy odejść! - krzyknęłam do Jongdae lekko zdenerwowana, łapiąc dech i obijając się o wystraszonych ludzi.
-Ach no nie mogłem patrzeć jak się do Ciebie dostawia! Zgubimy go! - warknął Chen i ponownie złapaliśmy się za ręce. Wbiegliśmy po schodach na atrakcję, bełkocząc jak bardzo się spieszymy, kupiliśmy bilety i wbiegliśmy wręcz do środka domu krzywych zwierciadeł.  Zwolniliśmy lekko łapiąc powietrze głębokimi zasysami, odwróciłam głowę i dostrzegłam jak wkurzony nieznajomy przeciska się przez ludzi i już gotuje się na twarzy na myśl jak blisko jesteśmy do złapania. 
-Nie  zatrzymujmy się! - jęknęłam i pociągnęłam Jongdae. Azjata kiwnął głową i znów przyspieszyliśmy tempa starając się w miarę omijać ludzi w  zatłoczonym  korytarzu.
-Wracajcie tu! Dorwę was! - rozległ się krzyk, a serce przyspieszyło bicie. Nie rozumiałam dlaczego tak się uparł, widocznie mocno nastąpiliśmy mu na jego męską dumę. Ludzi których mijaliśmy ogarniało zmieszanie, padały różne krzyki związane z brakiem kultury i przepychaniem się. Jak na ironię, gdy tak przeciskaliśmy się wśród zwiedzających mogłam dostrzec w zwierciadłach nasze pobudzone przez adrenalinę twarze. Jak na ironię, odbijając się w zakrzywionych zwierciadłach, wyglądały jak z horroru psychiatry, zniekształcone, wielkie oczy, spływający pot, potargane włosy.  Może bym się śmiała, gdybyśmy szli tutaj spokojnie ciesząc się naszym wieczorem, zamiast tego mieliśmy napływ wrażeń, których wcale nie chcieliśmy.  Ku mojemu zaskoczeniu, droga rozdzieliła się na dwa korytarze, musieliśmy szybko zdecydować którym pobiegniemy. Niestety przez ludzi którzy stali na drodze, musieliśmy się rozdzielić, pobiegłam na prawo, a Chen na lewo. Pech chciał, że ten dupek pobiegł za mną. Przeszło mi przez myśl, że doszedł do wniosku, że jestem słabsza i biegam wolniej, wkurzyłam się na jego tok myślenia, jednak skupiłam się na tym by zgubić chłopaka jak najszybciej.  Zaczęło brakować mi tchu, nie miałam takiej niesamowitej kondycji by biec dłużej niż dwadzieścia minut, ledwo odpychałam się już by nie dać się złapać, ale w krzywych zwierciadłach widziałam jego zbliżającą się, agresywną twarz. Marzyłam tylko by dobiec do Chen'a. Ku mojemu zaskoczeniu, nie dostrzegłam swojego chłopaka, lecz drzwi wyjściowe. Wybiegłam i zeskoczyłam po schodach, a przynajmniej spróbowałam. Poczułam tylko czyjeś dłonie na sobie i poleciałam na piach. Wyłożyłam się jak długa,a na policzku poczułam piekący ból, zadrapanie. Podniosłam wzrok i zobaczyłam nad sobą oprawcę, niedoszłego amanta, wkurzonego do granic Azjatę. Przeszło mi przez myśl, że może Chen zaraz wybiegnie, ale doszłam do wniosku, że dwa korytarze rozdzieliły się do dwóch wyjść, i on znajduje się pewnie z innej strony atrakcji. Odsunęłam się od chłopaka na ile starczyło mi sił na zimnym podłożu, ten jednak gdy tylko spróbowałam wstać popchnął mnie na ziemię. Westchnęłam i spojrzałam na niego wrogo.
-To tak traktujesz dziewczyny, jak Ci się spodobają?! -warknęłam.
-Nie chciałaś dać mi szansy, ten debil mnie uderzył, zapamiętacie oboje, że ze mną się nie zadziera, nie ma różnicy komu dołożę. - krzyknął, ludzie wokół wzdrygnęli się, ale widziałam strach na ich oczach i obawę przez zainterweniowaniem. 
-Dupek- dodałam z aroganckim uśmiechem, a po policzku spłynęła mi kropla potu. Miałam nadzieję, że nie będzie mocno bolało. Nie miałam już siły uciekać. Chłopak zamachnął się, zasłoniłam się, poczułam czyjąś obecność. 
-Dziewczynę chcesz bić? - odparł spokojny znajomy głos.




niedziela, 29 września 2013

Park rozrywki część II - Mokra Atrakcja

Hmm smak mango? Taaak i tapioka. Uwielbiałam "bąbelkową" herbatę, i dzięki Chen'owi, mogłam ją teraz wypić. Siedziałam przy stoliku z Jongdae ,Sehun'em i Luhan'em. Ten ostatni jadł hot dog'a i zupełnie się tym zafrasował. 
-Em... więc... Wy tu jesteście na randce tak? -zapytał Maknae.  Mój chłopak kiwnął głową, a potem spojrzał na mnie czule.
-A...Wy? - zapytałam tak jakby mi coś stanęło kością w gardle. Luhan spojrzał rześko na młodszego kolegę i uśmiechnął się wdzięcznie. 
-M-My.. ja.. się martwiłem trochę o Hyung'a i postanowiłem zabrać go do parku rozrywki by trochę wypoczął po ostatnich przejściach, ekhm. - gdy chłopak skończył mówić, odwrócił gdzieś wzrok i na jego twarzy dało się ujrzeć lekkie wypieki. Kłamał?
-R-rozumiem, zwiedziliście już jakieś atrakcje, czy dopiero weszliście? - dodałam dla rozluźnienia atmosfery. 
-Byliśmy na statku piratów, na samochodzikach i teraz chcieliśmy iść na koło młyńskie, no ale spotkaliśmy Was - odparł pociesznym głosem Lulu.- a Wy co odwiedziliście?
-Właśnie to koło i dom strachów, właściwie, dopiero niedawno weszliśmy.-odrzekł Chen.
-Aach , to jak, pójdziemy gdzieś razem? - zapytał Lusiek i roześmiał się jakby uznał, że już mu odpowiedzieliśmy twierdząco. Zbaraniałam, przecież byliśmy na randce, nie chciałam tego psuć..
-No to może chwilę się razem pokręcimy... - mruknął Sehun- a potem.. wy skończycie waszą randkę a my nasz.. nasze spotkanie, ekhm- znowu wypiek i szybkie wstanie od stolika.- zjadłeś Hyung?
-Mhm! 
Dopiłam buble tea i wyrzuciłam ją do śmietnika. Wstaliśmy wszyscy i ruszyliśmy przez park rozrywki. Nasze twarze były bombardowane ciepłym światłem żarówek i neon'ów. Po prawej od stoisk z jedzeniem stały strzelnice w których można było zestrzelić, baloniki z wodą, szklanki i puszki,a w zamian za to, otrzymywało się nagrodę w postaci różnych pluszaków. Po lewej wiele ludzi zainteresowanych było uderzeniami młota sprawdzającego siłę testującego. Wiele par rozmawiało i śmiało się. Niektórzy zatrzymywali się i podziwiali kolejki. Inni śmiali się  z różnych atrakcji lub reakcji ludzi. Czułam się tutaj świetnie, było w pewnym sensie kameralnie, ale też ..ciekawie. Doszliśmy do dużego stawu przy którym na razie stało dość mało ludzi.
-A tu, co jest? -zapytałam zaciekawiona i podeszłam do niskiej barierki. 
-Około dwudziestej trzeciej ludzie będą mogli się tu zebrać i puścić statki z lampionami. To daje super efekt. -odparł czule Chen i przytulił mnie do siebie od tyłu. 
-No to brzmi super! Możemy się umówić, że jak już obskoczymy parę atrakcji we czworo to po rozdzieleniu spotkamy się tutaj  tej godzinie. - odparł z przebłyskiem geniuszu.
-Jestem za -mruknął Sehun.
-Ja też, ale teraz chodźmy na water splash! - dodał Luhan.
-Na co? - zapytałam nie wiedząc o co chodzi młodemu chłopakowi. 
-Spójrz - Azjata wskazał w niedalekiej od nas odległości wielką górę z szyldem świecącym na niebiesko, sugerującym mokrą zabawę. Pokiwałam z uznaniem głową i powolnym krokiem ruszyliśmy w stronę atrakcji.  Minęło z dziesięć minut, a my mieliśmy okazję minąć tunel miłości, dom krzywych zwierciadeł, i mini kino 4D. Gdy doszliśmy do water splash, mogłam wreszcie ujrzeć atrakcję w całej okazałości. Był to długi tor wodny, w którym podróżowało się dwuosobową łódką, wpływało się do jaskini, a potem można było tylko przypuszczać, była mokra zabawa. Na samym szczycie góry lał się mini wodospad na około sto metrów w którym spadało się łódką na mini jezioro i ostatecznie dopływało się do punktu startowego. Wyglądało całkiem.. morko i przyjemnie. Czekała nas jednak spora kolejka. Stanęliśmy w niej nastawieni na długie czekanie, ku jednak mojemu zdziwieniu, wszystko szło całkiem sprawnie. 
-Która godzina? - zapytałam chłopaków próbując zając sobie jakoś czas.
-Dwudziesta pierwsza dwadzieścia siedem. -odparł Jongdae.
Staliśmy czwórką, więc niespecjalnie było widać jak się ustawiliśmy do łódek, nam wydało się oczywiste jak wsiadamy. Okazało się jednak, że prowadzącemu kolejkę, takie się nie wydało. Mężczyzna z lekkim zarostem złapał mnie i Sehun'a za ramiona po czym w miarę kulturalnie posadził na łódce, odbębnił procedurę i puścił na strumień wody. Nie zdążyłam nawet niczego powiedzieć, Sehunnie chyba sobie to po prostu darował. Spojrzałam tęsknym wzrokiem na Jongdae, to samo zrobił mój towarzysz do Luhan'a. Zostałam skazana na mokrą przygodę z najmroczniejszym z mrocznych maknae. 
-No nic.. szybko pójdzie, ha ha -  zaśmiałam się nerwowo i miałam nadzieję, że atmosfera się rozluźni. Chłopak mruknął coś pod nosem, a łódka przyspieszyła. Nurt wody prowadził nas przez jaskinię stylizowaną na grotę jakiegoś morskiego potwora, słychać było szum wody. Łódka zatrzymała się, a my złapaliśmy się uchwytów.
-Gotowi? Czas na water splash! - rozległo się w powietrzu i otworzyło się coś co blokowało obiekt. Łódź momentalnie spadła o pół metra w dół i rozniosło się głośne chlust od upadku, dzięki któremu miałam mokre włosy z tyłu i lekko ramiona. Tak samo mój kolega. Obiekt popłynął dalej, narastał już szum wody, łódka zaczęła obijać się po ściankach, ujrzeliśmy zamontowany na suficie delikatny natrysk który tworzył wodną mgiełkę, chciałam się zakryć, ale i tak byłam świadoma, że będę mokra. 
-Kurcze- mruknęłam smutno przygotowując się na rześką prawdę.
-Chodź- odparł Sehun obejmując mnie i zasłaniając sobą w miarę  możliwości. Mgiełka prysnęła i zmoczyła tylko Hunnie. Uśmiechnęłam się czerwona od tej bliskości.
-Tylko nie mów nikomu, jasne? - dodał chłopak. Odparłam "ye" i przygotowałam się na następne atrakcje. 
Dalej zdążyliśmy już jednak zmoknąć niezależnie od zasłony, opryskały nas wodne armatki, chlusty i mini falki od upadków wpływania tu i tam. Najciekawsze było jednak przed nami. Nagle nasza łódka stała się bardziej stabilna i zaczęła podjeżdżać pod górę po specjalnej ściance.  Przed nami rozpostarł się krótki prosty odcinek pasa wodnego i kończył się.... w powietrzu. Pusto, tylko nocne  niebo.
-Trzymaj się mocno...-mruknął Sehun. 
-Ach?! - Zdążyłam tylko krzyknąć, włosy rozpostarły się jak porażone piorunem, spadliśmy z wysokości stu metrów i chlusnęliśmy tak mocno, że nie została po nas sucha nitka. 
-Och...-jęknęłam. 
Dopłynęliśmy do punktu startowego i wyszliśmy na podest. Po chwili ociekania, dołączyli do nas równie mokrzy Chen i Luhan.
-Mam wrażenie, że jesteś jeszcze bardziej chudy.. jak tak stoisz mokry - dodałam zwracając się do Lulu.
-A gdzie tam, jestem jeszcze bardziej męski- odparł chłopak starając się tak wyglądać, no ale nie wyglądał. 
-Wyschnijmy i chodźmy na dalsze atrakcje dodał - Chen.
-To może tunel miłości? - propozycja "męskiego" wilka całą naszą trójkę zbiła z pantałyku. 


----
Wybaczcie, ostatnio cierpię na brak weny i mam sprawy studenckie na głowie, będę rzadziej pisać, ale proszę, towarzyszcie Ann'ie byle do imprezy come back'owej! Będzie dziko! 

czwartek, 26 września 2013

Park rozrywki część I

-Piękny widok prawda? - w aucie rozbrzmiał niecierpliwie radosny głos Chen'a. 
-Tak, uwielbiam patrzeć na gwiazdy i księżyc , są ...magiczne - mruknęłam przesiąknięta atmosferą wieczoru. 
-Wolę patrzeć się w Twoje oczy, niż na gwiazdy - zaśmiał się Jongdae i przytulił mnie.- hm hm zaraz będziemy - zamruczał zawadiacko do ucha.  Samochód delikatnym ruchem zaparkował na parkingu, noc rozświetliła uliczna lampa i neony parku rozrywki. Wyszliśmy przed auto i gdy mój chłopak dogadywał detale z ochroną, ja robiłam pierwsze rozeznanie po nowym miejscu. Wszystko błyszczało jak zaczarowane,  w tle leciała koreańska muzyka popularna, w tłumie mogłam wyłapać wiele radosnych i zakochanych par oświetlonych przez lokalną atrakcję. Poczułam, że dla tej chwili warto było męczyć się w gimnazjum z nietolerancją na moje azjatyckie zainteresowania. Wiedziałam, że musiałam być tu, przeżyć to spotkanie fanek, nacieszyć się chwilą.
-Co tam sobie tak obserwujesz? - Chen chen się zaśmiał i złapał mnie delikatnie za dłoń.-idziemy? Kiwnęłam głową i pozwoliłam się prowadzić, troski ostatnich dni, zaczęły mi odpuszczać.
-Tak patrzyłam, bo bardzo podoba mi się to miejsce, myślę, że będziemy się razem dobrze bawić! - zachichotałam i zmieniłam formę uścisku na trzymanie chłopaka za ramię. Weszliśmy w radosny tłum, pochłonięty otoczeniem. W tle usłyszałam dźwięki strzału do balonów z wodą, uderzanie plastikowym młotkiem i wiele innych. 
-Masz ochotę wybrać, czy mogę Cię dziś poprowadzić? - zapytał szarmancko Jongdae. Znów się zarumieniłam i nachyliłam lekko do ucha, szepcząc kokieteryjnie:
- Dziś chcę się zdać tylko na Twoje umiejętności..
Azjata uśmiechnął się szeroko, prawdopodobnie podbudowałam mu ego i nie krył się z tym.
-Zatem zaczniemy od nawiedzonego domu! To moim zdaniem jedna z lepszym atrakcji! -orzekł Chen z miną znawcy. Pokręciłam rozbawiona głową i pozwoliłam się zaprowadzić do kolejki. Stanie w kolejce zajęło nam około dziesięciu minut, mieliśmy szczęście bo za nami ustawił się już długi rząd, gdy tylko mój chłopak zapłacił, usiedliśmy na pierwszych miejscach długiej kolejki. 
-Ha ha przygotuj się na dużo wrażeń! - zachichotał Chen chen. 
-Ach,przeżyłam o wiele więcej niż ten domek może mi zaoferować - zrewanżowałam się zadziornie.
Naszą figlarną konwersację przerwał młody chłopak od bhp, podszedł do nas i zapiał nam wszelkie zabezpieczenia, po czym sprawdził, czy wszystko jest poprawnie. Szybkim ruchem zrobił to u pozostałych ciekawskich, i opuścił platformę startową kolejki w nawiedzonym domu. Spojrzałam jeszcze szybko na mojego chłopaka z miną " zobaczymy kto pierwszy krzyknie" i rozległo się wielkie odliczanie. TRZY,DWA,JEDEN. Wiatr rozwiał mi włosy w delikatnym pędzie, wjechaliśmy do ciemnego tunelu. Wszyscy złapali się asekuracyjnie drążków umieszczonych z przodu mini wagoników, chociaż było ciemno, mogłam odczuć, że wznosimy się w górę. Nagle stanęliśmy.
-Och, co się dzieje? - mruknął Chen zaskoczonym tonem, nie mieliśmy za dużej orientacji, bo wokół nas roztaczała się tylko ciemność przebijana delikatnymi poświatami małych diod rozlokowanych po ścianach i suficie obiektu. Potem rozległ się krzyk, a my... zawtórowaliśmy, bo nasza kolejka w zabójczym wręcz tempie powędrowała w dół, praktycznie rzecz biorąc, czuliśmy, że zjeżdżamy prawie pionowo. Tym razem włosy zawirowały w rozbrykanym tangu na twarzy osoby za mną, nie mogłam jednak na to nic poradzić, piszczałam przez adrenalinę i tym właśnie byłam wtedy najbardziej zaaferowana. Jongdae także krzyczał, ale nadal miałam wrażenie, że się uśmiecha.  Opadliśmy na linię poziomą i zaczęliśmy  wirować o trzysta sześćdziesiąt stopni wokół torów kolejki, widząc co i rusz paskudne zjawiska. Nagle gdy znów wyprostowaliśmy kierunek jazdy, przed nami pojawiła się sieć pająków, tak realistyczna, że odruchowo zasłoniłam się  rękoma, i opuściłam je dopiero wtedy gdy rozmyła się, w trakcie przejeżdżania przez nią, hologram.. Dalej ostro skręciliśmy w prawo, rozległ się trzepot skrzydeł nietoperzy, wampirzy śmiech, i prysnęła na nas zabarwiona na różowo woda. Krzyknęliśmy.  Zawrotnym tempem, przejechaliśmy przez salę duchów, w akompaniamencie gotyckiej muzyki i imitacji burzy , następnie nastąpiła fala wzniesień i opadania na kolejce i wjechaliśmy do gabinetu szalonego doktora. Wszędzie rozłożone były pseudo resztki ciał, maski zombie i inne dziwne rzeczy. Wzdrygnęliśmy się gdy odegrano coś na kształt marszu pogrzebowego, i ostatnią rzeczą jaka nas zaskoczyła były opadające na kolejkowiczów sztuczne ręce (prawdopodobnie na linkach) i dźwięk szczurów.  Po tym jak wszyscy znowu krzyknęliśmy, a paskudne obiekty osadzone na naszych plecach wróciły na miejsce, wznieśliśmy się w górę i dojechaliśmy do platformy. Kolejka zatrzymała się, a my podekscytowani wrażeniami, wyszliśmy z wagonika i doszliśmy do wyjścia.  Schodząc po schodach, Chen spojrzał na mnie i dodał:
-No to skoro to już zrobiliśmy, co powiesz na młyńskie koło? 
-Dobrze, z przyjemnością, trochę zwolnimy ha ha - roześmiałam się bardziej niż chciałam, i ponownie trzymając chłopaka za rękę, stanęliśmy w kolejce. Minęło może dwadzieścia minut i wsiedliśmy do wagoniku z zatrzaskiem.
-Och, ale będziemy mieli piękny widok na Seoul! - zachwyciłam się i spojrzałam w powoli wyłaniające się światła miasta, otoczonego blaskiem księżyca i gwiazd. Powoli mieliśmy ich sięgnąć, romantycznie, nie powiem. 
-Podoba Ci się Ann? - rozległ się szept do mojego ucha. Zaskoczona tym tonem, przekręciłam głowę w stronę towarzysza i zastałam go bliżej niż myślałam, że jest. Jego usta znów wtopiły się w moje, oddając się delikatnej fali czułości. Poczułam jak robi mi się gorąco, lecz to nie był koniec igraszek. Chen przestał mnie całować, i skierował się na szyję, delikatnie przyciągnął mnie do siebie i zaczął kąsać moją szyję, co i rusz obsypując ją namiętnymi pocałunkami. Onieśmielona jego czułością, jęknęłam i od razu zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio. Nie potrafiłam się skupić na pięknym nocnym Seoul'u,  ON zajmował mnie wystarczająco.. Gdy znów skończył, pocałował mnie w czoło i dodał:
-Kurcze, zaraz przegapimy cały urok tej atrakcji...
Do końca kółka, Jongdae już nie wyprawiał niczego i pozwolił mi się cieszyć widokiem, zjechaliśmy na dół i wyszliśmy z wagoniku.  Doszliśmy do wyjścia i zeszliśmy po schodach.
-Co dalej Słońce? -mruknęłam kokieteryjnie do Chen'a.
-Sehun i Luhan...- odparł mi skołowanym tonem.
-Co? - zaskoczona wykrztusiłam i podążyłam za jego wzrokiem. Stanęliśmy jak wryci, przed nami to samo zrobili koledzy z Exo. 




środa, 25 września 2013

Plany i zmiany

Takie piękne niebo..
-Annie na co tak spoglądasz za szybą? - mruknął Bekon.
-Hm? Ach, podziwiam widoki... - odparłam i odsunęłam się od okna.-macie jakieś plany na dziś?
-Przyniesiemy Twoje rzeczy, potem mamy trening choreografii, obiad, zajęcia z chińskiego no i ja wieczorkiem już sobie coś zaplanowałam, ale nie wiem jak Baekhyun - odparł Chen.
-Ach, ja mam zamiar oglądać mecz Chelsea z Kai'em dzisiaj, On im strasznie kibicuje, i założyłem się, że przegrają, trzeba sobie urozmaicać haha - odparł roześmianym głosem towarzysz.  Zaśmiałam się i westchnęłam. 
-Ja chyba posiedzę na skype i pogadam z kumpelą albo rodzicami, dawno się nie odzywałam. - dodałam. Chen  delikatnie potarł moje ramię i uśmiechnął się czule. Samochód zatrzymał się nagle, ale spokojnie.
-Dojechaliśmy-odparł nieznajomy męski głos.  Drzwi auta otworzyły się, dobiegły nas piski fanek przez co odruchowo się wzdrygnęłam na złe wspomnienie. Wysiedliśmy i od razu mogłam poczuć się lepiej, ochroniarze stworzyli wręcz mur nie do przejścia. Ruszyliśmy w stronę drzwi szybkim tempem, a rosły mężczyzna otworzył nam drzwi. Podziękowaliśmy, a on wrócił do kolegów i odganiania uradowanych dziewcząt. Obejrzałam się ostatni raz, nie zachowywałam się tak jak one, bo przeżyłam terapię szokową, poznałam ich osobiście, rozmawiałam z nimi, czy jednak gdyby nie to, też piszczałabym tak jak one? Pokręciłam głową, zostawiając te rozmyślenia na kiedy indziej. Dobiegłam do chłopaków i podążyłam za nimi do swojego pokoju. Stanęli przed nim czekając,aż wyjmę klucz. Gdy to zrobiłam i otworzyłam drzwi, ogarnęła mnie ulga. Nie było mnie tu ponad tydzień,  a traktowałam to miejsce jako jedyny azyl od emocji i wrażeń. Chen chen i Bekon  położyli mi rzeczy na biurku i podeszli do drzwi. 
-To co, widzimy się na obiedzie tak? - dodał Baekhyun. Kiwnęłam głową i poprawiłam odstające kosmyki włosów.
-Zaraz do Ciebie dołączę Bekko, chciałem tylko zamienić słowo z Ann. - dodał Jongdae. Podeszłam do swoich rzeczy i zaskoczona zerknęłam na chłopaka.  Kolega Azjaty odparł "ye" i opuścił mój pokój.  Chen podszedł do mnie i delikatnie złapał mnie za dłonie. 
-Ach? - szepnęłam mimowolnie.  Dalej nie zdążyłam już nic, chłopak znowu pocałował mnie czule. 
-Mówiłem, że jestem z kimś umówiony, a konkretnie.. to z Tobą. -odparł delikatnie.
-Jak to? Nie pamiętam żebyśmy się gdzieś wybierali.. -  odrzekłam zadziornym głosem. 
-Idziemy na randkę, do parku rozrywki! Dziś będą całkiem niedaleko budynku Sm.Town, będzie bezpiecznie i fajnie -dodał podekscytowany Chen. 
- Oo widzę, że nie mam wyboru - zaśmiałam się zaskoczona ofertą. Azjata pokręcił głową, objął mnie w pasie i pocałował czule. Podniosłam ręce, i delikatnie zawiesiłam je na szyi mojego idola. 
-Hm, masz zamiar zawsze mnie tak... przekonywać? - zrobiłam mini "dziubek" by się trochę podroczyć, jednak wcale się nie odsuwałam. Na jego twarzy pojawił się uśmiech do ucha, a oczy zabłysły zadziornie. 
-Wiesz... może nie tylko tak.. zależnie od tego jak wielki opór będziesz stawiać.. -  Jongdae mruknął mi do ucha te słowa z czarującą intonacją i zacisnął na mnie swoje dłonie ze zdwojoną siłą. 
-Co masz na myśli? - odpowiedziałam onieśmielona i zdałam sobie sprawę jak blisko są nasze twarze podczas tej rozmowy, tak blisko do zwariowania, brakowało tchu. 
-Zobaczysz wieczorem Słońce, haha rozszerzyły Ci się źrenice ...podoba Ci się to - dodał rozbawiony. 
Zbiło mnie to z pantałyku i poczułam jak momentalnie robię się czerwona, puściłam chłopaka i miałam zamiar się odsunąć. No właśnie.. miałam. Jego dłonie znów przyciągnęły mnie do siebie, na moje nieszczęście był ode mnie wyższy, więc nie uciekłam jego długiemu pocałunkowi. 
-Zadowolony już? Masz zajęcia - mruknęłam uśmiechnięta, ale nadal porażona jego zachowaniem.
-Tak tak, do wieczora, przyjdę po Ciebie po kolacji, dobrze? - zapytał i poprawił kołnierzyk koszulki, bo i jemu zrobiło się gorąco. 
-Dobrze -odpowiedziałam i dodałam po chwili - nie mogę się doczekać imprezy come back'owej, pierwszy raz zobaczę Cię w smokingu.
Nie odpowiedział tylko uśmiechnął się ukradkiem, po czym wyszedł zamykając drzwi i zostawiając mnie taką nabuzowaną emocjami. Dostałam dziś wolny dzień,  bo byłam świeżo po szpitalu. Zostały około dwie godziny do obiadu, a ja mogłam robić na co miałam ochotę. Podeszłam do laptopa i odpaliłam go, co by sprawdzić, co się stało jak mnie nie było. 
-Och, tyle powiadomień, a to tylko tydzień.. - mruknęłam sama do siebie. Odnosząc się do zegarka, upłynęło mi trzydzieści siedem minut na sprawdzaniu powiadomień, odpowiadaniu, odczytywaniu meil'i, sprawdzeniu twitter'a i innych mniej lub bardziej ciekawych portali. Moja komórka którą miałam na biurku, zaświeciła się i zaczęła wibrować. Podniosłam ją i sprawdziłam. Och, sms od Minho! - uśmiechnęłam się, ale jakoś nie potrafiłam sobie przypomnieć kiedy wymieniliśmy się numerami. Odczytałam treść: 
"Hej Ann, Mam nadzieję, że miło wróciłaś
 ze szpitalu, liczę, że czujesz się już dobrze,
 bardzo się o Ciebie z Taemin'em martwiliśmy
( ale on się do tego teraz nie przyzna),
mam nadzieję, że w wolnej chwili
pójdziemy gdzieś we dwoje, lub w trójkę,
 żeby nacieszyć się naszą relacją!  Trzymaj się!"
Uśmiechnęłam się mimowolnie, on zawsze o mnie pamięta, a Tae nawet pomimo tego wszystkiego nadal się o mnie martwi... Otworzyłam pole odpowiedzi i szybko wystukałam na klawiaturze dotykowej, że chętnie się spotkam i bardzo do nich tęsknie.  Odłożyłam telefon i włączyłam skype. Nie było jednak ani rodziców, ani Jagody, więc tylko wysłałam im wiadomość pisemną, by odezwali się jak będą mogli. Wyłączyłam komputer i wstałam. Podeszłam do swoich zapakowanych  rzeczy, wyjęłam kartki i misia. Kwiaty niestety zdążyły przez tydzień uschnąć. Rozlokowałam rzeczy po pokoju, miś dostał szczególne miejsce na moim łóżku. Uśmiechnęłam się na myśl z kim będę dziś zasypiać.  Wyjęłam stare ubrania i nastawiłam pranie. Co mogłabym porobić przez godzinę ?- zapytałam się w myślach, spoglądając na swoje odbicie w lustrze. Poczytam książkę. Podeszłam i wybrałam pozycję " W drodze na Hokkaido"- Will'a Ferguson'a. Nie był profesjonalnym pisarzem po prostu opisał swoją podróż autostopem przez Japonię podążając za kwitnieniem wiśni,  bardzo podobał mi się jego styl pisania i szybko chłonęłam jego historię. Godzina upłynęła zadziwiająco szybko. Podniosłam się z łóżka i podeszłam do biurka po telefon. Powinnam się już zbierać na jedzenie, odczytałam sms'a Minho i wyszłam z pokoju, zamykając go na klucz. Ruszyłam korytarzem i nie minęła chwila, a myślałam, że padnę na zawał. Czyjaś ręka klepnęła mnie po plecach i gdy już złapałam oddech zerknęłam na tą niższą jednostkę. Amber z f(x)?
-Hej, jak się czujesz? - zapytała niższa dziewczyna. Nadal patrzyłam się na nią osłupiała, po chwili otrząsnęłam się jednak i odparłam skołowana:
-Lepiej, wszystko dzięki Tao, wiem, że jesteś Amber z fx'ów, ale skąd wiesz ? 
-Wszyscy wiedzą, proszę Cię, sasaeng fans to temat uniwersalny, ruszą jednego z nas i od razu wszyscy jesteśmy poruszeni, szczególnie, że w tym przypadku panda wylądował w szpitalu na długo, wszyscy się martwiliśmy o waszą trójkę - odparła. Ruszyłyśmy w kierunku stołówki. 
-Czyli od razu się rozniosło tak? Matko... -odparłam - z tym pobytem w szpitalu dla oppy, to moja wina.. zasłonił mnie kiedy sasaeng chciały mnie zastrzelić...
-Dobry z niego dzieciak, chociażby się bał, zrobi jak powinien, wszyscy jesteśmy z niego dumni, Kris nam to powiedział, bo kiedy Ty sobie smacznie spałaś on miał okazję już zamienić parę słów z Luhan'em i pandą właśnie. 
-Och -odparłam zaskoczona po raz kolejny. Amber zaśmiała się dziarsko i otworzyła drzwi na stołówkę. 
-Jakbyś chciała z nami kiedyś zjeść, to podejdź do nas po prostu, f(x) jest bardzo miłe. -dodała i poszła do Sulli i Luny które rozmawiały z nieznajomą mi dziewczyną. Pokiwałam głową i odparłam "ye" , po czym podeszłam do bufetu. Teraz mi się nie przewidziało, wszyscy po prostu patrzyli na mnie, nie ukrywając tego. Zauważyłam dużo pokrzepiających uśmiechów, pewnie wiele osób przeżywało tą całą sprawę z fankami. Zamówiłam rybę z ryżem w jakimś ładnie wyglądającym sosie, wzięłam herbatę i podeszłam do stolika Exo, przy którym siedział tylko Chanyeol i Xiumin. 
-Cześć- dodałam ciepło.  Chłopcy spojrzeli na mnie i uśmiechnęli się rześko. 
-Hm Ana, powinnaś jeść więcej, po szpitalu musisz trochę odżyć -mruknął Baozi. 
-Nie, nie, jadłam już dzisiaj kanapkę w McDonald's. 
-I mnie nie zabrałaś? - zażartował Chanyeol - unnie, jak mam zostać Twoim numerem jeden, skoro nie dajesz mi na to szansy? - powiedział odgrywając wyrzut. Rozdziawiłam usta w literkę "o" zmieszana jego wypowiedzią. 
-Ach ach Yeol dongsaeng, nie możesz tak robić, Chen będzie zazdrosny! - wtrącił Xiumin.
-No właśnie Oppa, unikaj problemów z kolegami z zespołu -dodałam z ulgą. 
-Jesteście tacy negatywnie nastawieni, przecież mnie się kocha, nikt by nie robił problemów-  chłopak zachichotał i włożył kawałek ryżu do ust. Parsknęliśmy śmiechem, i coś wspomnieliśmy o byciu narcyzem, a potem zajęliśmy się jedzeniem. W międzyczasie dołączyli do nas wszyscy z zespołu, jednak co niestety musiałam zauważyć, jedyną osobą która się ze mną nie przywitała był Jongin. W ogóle na mnie nie spoglądał, reagował na każde słowo wszystkich poza mną, spojrzałam jak wychodzi ze stołówki i ogarnął mnie niewyobrażalny smutek. Wiedziałam, że Chen nie chciał naszego kontaktu, ale czy to znaczyło, że musimy w ogóle zniszczyć nasz kontakt? 
-Hm hm unnie, na co tak patrzysz? - mruknął Baekhyun.  Wróciłam wzrokiem na kolegę. 
-Ach, na nic- odparłam zakłopotana. Po wyjściu ze stołówki, wróciłam do czytania książki, chłopcy mieli zajęcia. Minęła kolacja i wyszłam z Chen'em przed budynek Sm.Town do auta, gdzie czekał na nas ochroniarz. Samochód ruszył, zaczął się nasz mały romantyczny wieczór, wieczorne niebo rozświetlały jasne gwiazdy i pełnia...




poniedziałek, 23 września 2013

Troska

-Ann, wstawaj, ile można się lenić? - rozbrzmiał radosny znajomy głos. Jakiś stukot, ktoś coś przestawiał.. Otworzyłam zaspane oczy i mojemu rozleniwionemu spojrzeniu ukazał się widok Jongdae, Baekhyun'a i pielęgniarki która coś sprawdzała. 
-To już dziś? - mruknęłam ospale i podniosłam się do pozycji pół-leżącej na łóżku. 
-Tak tak, gotowa? Czas opuścić szpital! -mruknął Chen chen.
-Nooo, bez Ciebie nie ma tam żadnej dramy Ann! - zaśmiał się jego kolega. Pokręciłam rozbawiona głową i wywróciłam oczami uśmiechając się przy tym głupio. Zrzuciłam swoje nogi z łóżka na podłogę i spojrzałam na siebie, miałam wrażenie, że jeszcze bardziej zmizerniałam. Podniosłam głowę i spojrzałam na chłopaków.
-Przynieśliście mi ubrania na zmianę? -  zapytałam i przekręciłam figlarnie głowę. Baekhyun kiwnął głową i spojrzał na Jongdae, po czym ten podał mi lnianą eco torbę. Zerknęłam do środka i uśmiechnęłam się, ku mojemu zaskoczeniu dojrzałam w środku   szary sweterek z napisem "Maison Kitsum" ,nie miałam takiego i doszłam do wniosku,że nawet gdzieś go widziałam, ale nie byłam w stanie sobie przypomnieć gdzie. Rozległ się głos Azjatki pofarbowanej na miodowy blond, podniosłam więc głowę. 
-Dobrze chłopcy, odłączę pacjentce wenflon i inne dodatki, a Wy już wyjdźcie , zaraz do was dołączę i damy się przebrać biednej dziewczynie. Potem możecie ją już zabrać i pójdziecie się wypisać. Azjaci kiwnęli głowami i czym prędzej wyszli, kiwając przy tym głową w ramach podziękowania. Postawiłam torbę na łóżku i spojrzałam na kobietę. Pielęgniarka podeszła do mnie z życzliwym uśmiechem i zaczęła coś przestawiać w rzeczach obok mnie, po czym dodała.
-Wyjmowanie wenflonu nie jest przyjemne, radzę zamknąć oczy i zacisnąć zęby - westchnęła.
Odwróciłam głowę, i zrobiłam jak mi poleciła, chwilę później poczułam pulsujący ból z dłoni i się uspokoiłam. Wróciłam wzorkiem na dłoń i kobietę, zabandażowała mi ją lekko i powyłączała wszystko co musiała.
-Dobrze, zostawiam Cię na chwilkę, jak się przebierzesz to po prostu zawołaj kogoś - odparła siostrzanym tonem i kiwnęła głową wychodząc. Czułam się już dobrze, tylko wyglądałam upiornie. Miałam ochotę na duży talerz niezdrowego jedzenia, tutaj mogłam jeść tylko zdrowe małe porcje.  Postanowiłam, że jak tylko nadarzy się okazja, zaciągnę chłopaków na coś do przegryzienia, nałożyłam jasne niebieskie jeansy i bluzeczkę pod spód sweterka,którym zwieńczyłam wygląd.  Spojrzałam na buty ,czarne conversy, znowu coś nowego.. Nałożyłam skarpetki, założyłam nowy dodatek, i podeszłam do małego lustra, W tej całej szarości i delikatnych kolorach.. wyglądałam jak jakaś mroczna dama, upiór który uciekł ze szpitala autostopem. Poprawiłam włosy szczotką, by przez lekkie natapirowanie dodać wrażenia pełności dla mojej buzi, ale na nic się to zdało.
-Jestem już gotowa! - krzyknęłam zdemotywowana. Drzwi się otworzyły i Chen z Bekon'em stanęli uśmiechnięci jak głupi do sera, gdy zastali mnie w tych ubraniach.
-C-co? -mruknęłam poprawiając się tu i tam. Zachichotali.
-Hm hm, gdzieś widziałem już ten sweter -mruknął rozbawiony Baekhyun.  Spojrzałam pytająco na chłopaka.
-Ach, pewnie dlatego, że to moje ubranie, ślicznie Ci w nim Ann'a, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że pożyczyłem kiedyś ten sweter Hyung'owi, oczywiście zanim Cię poznałem - mruknął ucieszony. Zerknęłam pospiesznie na ubranie które miałam na sobie, dlatego wydawało mi się znajome... 
-No nic, nie ma sprawy - odparłam zamyślona, po czym zmieniłam zdanie - albo jednak jest, w ramach rekompensaty musicie się zgodzić coś zjeść ze mną w jakimś KFC czy coś.. - zachichotałam. Kiwnęli głowami z podeszli po moje rzeczy. Gdy już je wzięli, Chen chen zapytał: 
-Chcesz jeszcze odwiedzić Tao zanim wyjdziemy? Kris i Chanyeol u niego byli, rzekomo już całkiem dobrze wygląda 
-Och tak! Bardzo! Muszę mu podziękować, dzięki niemu żyję! - odparłam rześkim tonem i  wyszliśmy we trójkę z pokoju, zamykając go na klucz. Podeszliśmy to recepcji i oddaliśmy co nasze. Znajoma pielęgniarka uśmiechnęła się i poszła do pokoju z którego poszliśmy, biorąc klucz. Inna kobieta na recepcji , przejrzałą kartę i uśmiechnęła się.
-Dobrze się już Pani czuje? Jeśli coś by było nie tak, proszę od razu dzwonić, dobrze? -zapytała troskliwie. Odparłam, że tak zrobię jeśli najdzie potrzeba i zadałam pytanie o numer pokoju w którym leżała panda. Szybkim krokiem, na tyle na ile się dało, doszliśmy do pomieszczenie .Zapukałam, gdyż chłopcy mieli nieco zajęte ręce i otworzyłam drzwi. 
-M-można? -zapytałam grzecznie. 
-Anna! Chen, Baekhyun! - oznajmił radośnie pawi oppa leżący na łóżku w towarzystwie siedzącego przy nim  smoka. Zamknęłam drzwi gdy tylko chłopcy weszli i podeszłam wraz z nimi.
- Jak się czujesz ?-zapytał troskliwie Bekon. 
-Dobrze, nadal jestem trochę ograniczony ruchowo, ale ręka się ładnie goi, Kris dotrzymuje mi towarzystwa i od razu mi lżej, a teraz, widząc was uśmiechniętych, jest mi jeszcze lepiej. - odparł chłopak. Uśmiechnęliśmy się z błogim spokojem wymalowanym na twarzy, wreszcie nic się nie działo, spokojnie dochodziliśmy wszyscy do siebie. 
-Jeszcze raz bardzo dziękuję za to co zrobiłeś, jestem tu z Wami tylko dzięki Tobie Tao oppa! - pochyliłam się w ramach ukłonu i spojrzałam wdzięcznie na Azjatę. 
-Jak mi dasz buziaka, to będzie sprawiedliwie- zaśmiał się panda i  na wszelki wypadek podniósł delikatnie dłoń, zastrzegając do Chen'a że to był tylko dowcip. 
Westchnęłam i spojrzałam na Kris'a.
-Idziesz z nami? Będziemy już wychodzić - dodałam przyjacielsko. Chłopak pokręcił głową i powiedział, że zostanie przy swoim przyjacielu. Chwilę porozmawialiśmy, podziękowaliśmy i we troje opuściliśmy pokój kolegi.
-To jak wracamy?- zapytałam gdy dochodziliśmy do rozsuwanych automatycznie drzwi w dużym holu przy recepcji. 
-Z klasą - odparł Jongdae i się zaśmiał. Przed szpitalem stało trzech ochroniarzy którzy poprowadzili nas do auta, rozglądając się czujnie.
-Och,  to przez tą akcję z fankami..? -mruknęłam wsiadając do dużego auta z luksusowym wnętrzem. 
-Taak, chcą uniknąć powtórki, cały szpital jest pod nadzorem , by pilnować Tao, to samo przy budynku Sm. Town, boją się bo to było dość... ciężkie -mruknął Bekon.
- A co z tymi dziewczynami? - zapytałam, zauważając, że mamy przyciemniane szyby. 
Ruszyliśmy.
- Dostały zarzut porwania  i usiłowania zabójstwa - mruknął Chen, odstawiając na bok moje rzeczy i przytulając opiekuńczo do siebie. - jesteś już bezpieczna i nie dam Cię skrzywdzić. 
-Nie wszystkie były takie złe.. ta fanka Tao  i prowadząca auto... gdyby nie zaczęły wątpić w to co się dzieje, w swoje postępowanie, to byśmy nie uciekli - odparłam  markotnie. Baekhyun spojrzał na mnie i wtrącił:
-No dobra, ale podjęły się próby uprowadzenia was, to było złe.. Mogliście być już martwi, na przesłuchaniu wyszło jakie paskudne rzeczy chciały zrobić Tao i Luhan'owi! Nazwać to wykorzystaniem seksualnym to za mało, naprawdę! Gdy miałem okazję słuchać ich zeznań, miałem gęsią skórkę jak tylko odpowiadały.. Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się pokrzepiająco do kolegi.
-Ważne, że teraz jest spokojniej, gdy tylko dojedziemy, trzeba będzie wrócić do codzienności, i myśleć o tym co nas czeka..- podsumowałam.
-No właśnie właśnie, impreza come back'owa za dwa tygodnie -dodał Chen.

--------------------------------------------------------------------
Witam witam, mam nadzieję, że post był ciekawy i uspokajający ^^ ostatnio, dałam wam niezły impuls emocjonalny*akcja z Sasengs), i tu macie chwilę ciepła  i troski! Proszę zostawiajcie mi cenne uwagi i wskazówki, jakie macie odczucia odnośnie mojej twórczości, bo jestem amatorką i chciałabym się rozwijać! Czekajcie wytrwale tej imprezy, będzie pikantnie, będzie się działo! 
Saranghaeyo! 

sobota, 21 września 2013

Nowy początek

Czuję ciepło..jest jasno. Gdzie jestem? Cisza jest tak...wiercąca.. moja głowa.. boli, nie słyszę..
Czekoladowe oczy.., coś się majaczy...to Ty ?  Chen? Otworzyłam oczy i mglistym spojrzeniem zerknęłam w stronę chłopaka majaczącego się na jasnym tle. Z całych sił poderwałam się do pozycji pół-leżącej.
-G-Gdzie jestem? -szepnęłam zmęczona, rozglądając się po białej sali. Umarłam? - uśmiechnęłam się smutno. Azjata pokręcił spokojnie głową i obdarzył mnie anielskim uśmiechem.
-Jesteś w szpitalu Ann..Cała, zdrowa, żywa... -odparł ciepłym głosem. Westchnęłam uspokojona i spojrzałam na dłoń. Wbity wenflon, ubranie szpitalne, zatem zgadzało się to co mówił.
-Co się stało? Jak ja się tu znalazłam? - strapiona przyglądałam się swojemu chłopakowi, jakby wszystko było irracjonalne, jakby to był tylko sen.
-Ach... to wszystko działo się tak szybko..Mieliście niesamowite szczęście, zanim te fanki wystrzeliły w Was naboje, policja która asekurowała menadżera i resztę zdołała im to uniemożliwić strzelając do nich. Szybko je dopadli, Tao i Ty w ogóle nie reagowaliście, a Luhan drżał i trząsł się potwornie. Musieliśmy mu podać środki uspokajające by z nim móc porozmawiać...
- I co z nimi teraz się dzieje? Jak ta rana pandy? - zapytałam załamana.
- Lulu czuje się dobrze, lekarz go obejrzał, kazał mu wypoczywać przez tydzień i pozwolił mu wyjść. Swoją drogą odwiedził Cię, ale spałaś. Tak samo Kai, Chanyeol , prezes i Minho z Taemin'em. Martwili się potwornie...
-Miło z ich strony..- spojrzałam na kwiaty i kartki stojące na stoliku obok łóżka. Był tam nawet miś , który bardzo mi się spodobał.
-Co do Tao.. -wróciłam wzrokiem na Jongdae - jest już po operacji, przez miesiąc będzie pod opieką specjalistów, na razie śpi..  Westchnęłam.
-Jest taki dzielny.. mam nadzieję, że szybko wyzdrowieje... ocalił mnie - szepnęłam łamiącym się głosem.
- Tak... chroni Cię lepiej niż Ja, Twój chłopak.. -odparł Chen. Zaskoczonym wzrokiem zerknęłam na Azjatę, co próbował mi insynuować? 
-Wiesz, że to nie tak.. -dodałam.
-Przestań kłamać Ann, Kai i Taemin wyjawili mi prawdę,malinka, trudno było to przegapić gdy kładliśmy Cię na łóżko szpitalne.. -odrzekł chłopak. Zabrakło mi tchu, zacisnęłam palce na pościeli.
-Masz ochotę mi coś powiedzieć? -zapytał spokojnie. Oczy zawilgotniły mi się od łez, wybuchnęłam płaczem. Połykając łzy wyszeptałam tylko "p-przepraszam", podciągnęłam nogi i oparłam się na nich zakrywając twarz rękoma. Zaczęłam drżeć, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, nie wiedziałam co mam myśleć, za dużo było tych emocji. Chciałam coś powiedzieć, błagać go o wybaczenie, nie potrafiłam się jednak na to zdobyć i popatrzeć mu prosto w oczy. Wtem, Chen znów mnie zaskoczył. Usiadł na brzegu mojego łóżka i pogłaskał mnie po głowie. 
-Spokojnie... Podniosłam na niego wzrok, nie rozumiałam czemu tak się zachowuje. 
-J-Jongdae.... - jęknęłam płaczliwie. Chłopak pocałował mnie w czoło i przytulił do siebie. 
-Chciałbym być wściekły, chciałbym dać Ci nauczkę, cokolwiek.. ale nie potrafię. Kiedy człowiek się zakocha, wierzy w drugą osobę do tego stopnia , że chce dać jej drugą szansę. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak jestem zazdrosny, że Kai ci to zrobił. Kazałem mu się nie zbliżać, i mam także prośbę, byś Ty tego nie robiła. Dam ci drugą szansę, ale ogranicz z nim kontakt, i proszę.. zostań ze mną... 
Nie wierzyłam w to co usłyszałam, on mnie błagał bym z nim została?! Objęłam go zmęczona  i jeszcze bardziej się popłakałam. 
-Nie chcę Cię już krzywdzić, poprawię się ...-wymamrotałam i zaczęłam zaciągać się zapachem Chen'a. 
-Cieszę się.. naprawdę. -mruknął Azjata i pocałował mnie w usta, delikatnie i czule. Głaszcząc mnie cały czas po włosach, po czym wytarł mi łzy.
-Skoro wyjaśniliśmy to sobie, to zostawię Cię byś ochłonęła i wypoczęła, zajrzę do Ciebie wieczorem, teraz odwiedzę Tao, dobrze?
-Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się łagodnie.
-Poprzytulam się do misia, w ramach zastępstwa, o niego nie będziesz zazdrosny prawda? - przekornie przygryzłam wargę. 
-Jak mógłbym być zazdrosny o pluszaka którego sam Ci przyniosłem kochana? -mruknął i podał mi przedmiot.-wypoczywaj i do wieczora! -chłopak odparł słodko  i wolnym krokiem opuścił salę, zamykając za sobą drzwi, otworzył potok myśli które zaczęły zapełniać mi głowę. Co będzie dalej?

________________________________
Postaram się robić dłuższe posty, przepraszam! To wymagające, improwizować i zarazem rozpisywać się! XD 

Kulminacja

Jasne włosy układające się swobodnie, luźno majaczyły na wietrze. Zdawały się rozmywać z podmuchami wiatru. Zaczął kropić deszcz. Duże czekoladowe oczy wpatrywały się w nas z ulgą.
-L-Luhan! - jęknął radośnie Tao. Twarz Azjaty nad dziurą rozpogodziła i uspokoiła się. Musiał być bardzo zdenerwowany uciekając, pewnie bał się o nas tak jak my o niego, i widok zdrowych i całych towarzyszy musiał mu dać trochę radości.
-Nikt za Tobą nie biegł ? - zapytałam na tyle głośno by mnie usłyszał. Zaprzeczył głową, po czym rozejrzał się po otoczeniu.
-Musicie stąd wyjść...-mruknął.
Kiwnęliśmy głową i rozejrzeliśmy się po otoczeniu, w poszukiwaniu rozwiązania.
-W sumie... mam pomysł, ale jest raczej...dziwny..-stwierdziłam intensywni myśląc.
-Jaki? - mruknął Tao, a Lulu wsłuchiwał się cierpliwie w nasz dialog.
-Jeżeli Luhan znalazłby coś na kształt liny, co w miarę wytrzymałego...mogłabym się po tym wspiąć.. Potem zrzucilibyśmy coś a la kłodę... obwiązałbyś się tą liną -spojrzałam wymownie na pandę- no a ja i oppa, asekurowalibyśmy Cię przy linie by nie obciążać Twojej ręki.
-To brzmi jak plan! - rzucił głośno Azjata na zewnątrz - zaraz coś znajdę, zaczekajcie! - odparł i zerwał się na poszukiwanie. Pokręciłam głową i usiadłam przy Tao.
-Dlaczego mnie zasłoniłeś? - spojrzałam na twarz chłopaka, oczekując prawdziwej odpowiedzi.
-P-po prostu pomyślałem, że mi nic nie zrobią... w końcu jestem ich idolem..-odparł zmęczonym głosem.
-Przykro mi, że Cię postrzeliły..mam nadzieję, że szybko wyzdrowiejesz.. nie wiem nawet jak Ci dziękować..
-Cieszę się, że żyjesz, to wystarczające podziękowanie - mruknął Panda i potargał mi włosy. 
-Ach, jak już wszystko się ułoży, to w ramach rekompensaty zabieram Cię na buble tea - uśmiechnęłam się i oparłam o ścianę. 
-Dobrze, i skoczymy na zakupy, nie mogę przecież być idolem z porwanym ubraniem - odparł Azjata i osunął się głową na moje ramię. Mruknęłam i wzięłam głęboki oddech. Wreszcie mieliśmy trochę czasu by wypocząć, dopiero teraz zauważyłam jak Tao pobladł. W wyniku upływu krwi zrobił się biały jak śnieg, miałam nadzieję, że jego rana nie skończy się zakażeniem lub amputacją...

***
Kawałek czasu później
***

-T-Tao.. ile czasu minęło? -westchnęłam zmęczonym głosem. Pomimo wypoczynku, czułam jak bardzo jestem już zmęczona, jak moje ciało piecze mnie w miejscach zranień i obtarć, jak bardzo zgłodniałam..
-Chyba ze dwadzieścia minut... oby nic mu się nie sta..
-Ach, jestem! - krzyknął zdyszany Luhan. Podnieśliśmy rześko głowy w stronę dziury i uśmiechnęliśmy się. 
-No i jak? Masz coś? - zapytałam z nadzieją.  Brązowe oczy Azjaty bystrym wzrokiem rozejrzały się po jamie -tak, znalazłem kawałek liny, ale jest chyba za krótka by was wyciągnąć ...szukałem czegoś dłuższego, ale nic nie wyszło.... to co zrobimy? - Lulu dokończył zdanie i poprawił mokre od potu i deszczu włosy. 
- Jak długa jest ta lina ? - zapytał donośnie Tao.
-Z pół metra na oko - odparł jego kolega. Obserwowałam ich wymianę zdań z zaciekawień czy panda coś wykombinował. 
- Żeby Anna mogła się wspiąć musielibyśmy przedłużyć linę o około maks metr.. Można to uzyskać przez przedłużenie sznura ubraniami...-mruknął Panda po czym spojrzał na mnie zamyślonym wzrokiem. Spojrzałam zaskoczona na chłopaka.
-Ann zdejmuj sweterek, Luhan, a Ty bluzę, unnie Ty rzuć sweterek z całych sił w górę, Lulu zwiąże to w całość, spuści Ci linę i wejdziesz po niej, dacie radę? 
Kiwnęłam głową i zdjęłam z siebie zewnętrzną część górnej garderoby, to samo zrobił Azjata  na  górze. Musiałam dwa razy próbować dorzucić ubranie, aż w końcu się udało i prowizoryczna lina umożliwiła mi wyjście. Chwila wysiłku i byłam na górze, cała spocona, zmęczona, ale szczęśliwa.
-To teraz ta najbardziej abstrakcyjna część planu... widziałeś gdzieś jakieś kłody odpowiedniej długości?
-Właściwie... to tutaj nieopodal leży coś długiego.. -odparł Luhan. Rozejrzałam się i kiwnęłam głową gdy zauważyłam o czym mówi, po czym krzyknęłam do Tao:
-Zaraz będziemy, odsuń się pod ścianę, będziemy Ci zrzucać kłodę! Wraz z towarzyszem pobiegliśmy po przedmiot starając się zachować jak najciszej. Potem po dwunastu, a może piętnastu minutach, cali czerwoni z wysiłku przysunęliśmy kłodę do dziury.
-Gotowy?! - krzyknęłam zmęczona, a w odpowiedzi usłyszeliśmy tylko "ye". Zrzuciliśmy drewno i rozległ się huk. 
-Oby to nie ściągnęło uwagi tych wariatek..- stwierdził Luhan. Kiwnęłam głową w ramach potwierdzenia i rzuciłam Lao linę, trzymając drugi jej koniec. 
-Obwiąż się nią, i zacznij wspinać, my pójdziemy za drzewo i zrobimy dzięki temu coś a'la dźwignię! - rzuciłam pandzie i zrealizowaliśmy naszą część. 
-Okej! -krzyknął pawi oppa i zaczęliśmy ciągnąć.  Po dwudziestu minutach wysiłku, po chwilach strachu czy supły z ubrań się nie rozwiążą, Tao wydostał się na zewnątrz, ale wyglądał okropnie. Podbiegliśmy do niego od razu i nie czekając rozwiązaliśmy linę. Panda wyglądał jakby miał zaraz zejść z tego świata. Nawet lekki deszcz nie dawał mu energii. 
-Dzwoniliśmy do menadżera, ale pierwsze co trzeba teraz zrobić to wyjść z tego lasu..- dodałam głośno. 
Luhan chciał chyba coś potwierdzić.. no ale nie zdążył. Tao nam zemdlał będąc białym jak kreda, hałas jakiego narobiliśmy przywołał te cztery wrogie postacie których nie chcieliśmy ujrzeć. Sasaeng fans, krzyk Luhan'a, huk strzału, zemdlałam. Chyba. 

piątek, 20 września 2013

Konfrontacja

Głęboki oddech, zamknięcie oczu, tysiące myśli. Nigdy nie zastanawiałam się jak powinny brzmieć moje ostatnie słowa, co chcę po sobie zostawić. Nie zdążyłam się nawet pożegnać, wyjaśnić, powiedzieć kogo kocham, przeprosić tych których skrzywdziłam. Nie chciałam umrzeć, nie mogłam, nie teraz. Otworzyłam oczy i zebrałam swoje myśli w jedną całość, rzucając pogardliwym spojrzeniem na niższe dziewczyny.
-Aaach-przeciągnęłam się – jesteście świadome, że za morderstwo i uprowadzenie jest wyższa kara, niż za samo porwanie?
Planujecie wspólne życie, rodziny z chłopakami z EXO, ale przecież, z kartkoteką nie osiągnięcie tego, wasze marzenie nie pokrywa się z rzeczywistością. –Mruknęłam.
Lustrując ich twarze wzrokiem, zauważyłam, że tylko prowadząca auto i zakochana w Tao faktycznie nie wzięły tego pod uwagę, pozostałe uśmiechnęły się przekornie, jakbym opowiadała bajkę.
-Ha ha, naprawdę to mają być Twoje wyszukane słowa przed śmiercią? Mało ambitnie! – Prychnęła najbardziej agresywna – nie chcesz powiedzieć niczego innego niż głupiej moralizatorskiej mowy? –zaśmiała się.
-Możesz się śmiać, wszyscy kiedyś umrzemy, dostaniesz swoją rekompensatę za to – uśmiechnęłam się grając pozę pewnej siebie osoby.
-Zatem skończmy już tę grę, Cammy, zlikwiduj ją! – krzyknęła niższa Azjatka, do której wcześniej zwrócono się „Yuri”.
Wezwana przez koleżankę dziewczyna podniosła pistolet na wysokość mojej klatki piersiowej i uśmiechnęła się błogo. Fanka Tao odwróciła głowę, a liderka wyglądała na coraz mniej przekonaną do swojej misji. Wtem, zanim sasaeng użyła broni, stało się coś czego nie mogłam przewidzieć. One zresztą też. Tao wyskoczył przede mnie i zasłonił mnie swoim rozbudowanym ciałem. Potem wszystko potoczyło się szybko. Broń tej dziewczyny wypaliła, ale w wyniku odstrzału ,trafiła pandę w ramię, a nie w serce. Rozległ się krzyk, nie tylko mój. Wszyscy odkoczyli zdenerwowani, gdy tylko fanka pawiego oppy zobaczyła co się stało, momentalnie wybuchła i zaczęła się kłócić i szarpać z dwoma najbardziej agresywnymi, liderka zaczęła ją wspierać, a nasza trójka, wciąż będąc pod wpływem adrenaliny, wykorzystała okazję i poleciała ile sił w nogach w las. Stres jednak zrobił swoje i rozdzieliliśmy się na dwie grupy,ja i Tao, oraz Luhan. Nie musiałam się oglądać ani chwilę za siebie, może dziesięć minut później usłyszałam strzały i krzyki porywaczek. Musiały spostrzec się, że im uciekliśmy, rozpoczęło się polowanie. Ani ja, ani mój towarzysz nie wiedzieliśmy jak długi jest las, ale wiedzieliśmy mniej więcej w którym kierunku biec. Wszystko inne było kwestią czasu, po kolejnych upływających szybko minutach, adrenalina zaczęła opadać, więc nogi szybko dopadło zmęczenie. Tao, pomimo wielu lat spędzonych na treningu, w wyniku postrzału nie był w stanie oddać się wysiłkowi.  Gdy mieliśmy przeskoczyć już leżące gałęzie momentalnie polecieliśmy w dół. Krzyknęliśmy odruchowo i wylądowaliśmy na runie leśnym i błocie. Upadłam na plecy, więc miałam przez chwilę problem z oddychaniem, jednak gdy mroczki w głowie ustąpiły, a ja w końcu mogłam złapać głęboki wdech, spojrzałam w górę i oceniłam naszą sytuację. Szczęście w nieszczęściu, wpadliśmy do jamy która była przysłonięta gałęziami, i nawet nasz upadek, nie zniszczył ich w widoczny sposób. Tak czy siak musielibyśmy znaleźć sobie kryjówkę, bo nie byliśmy w stanie biec dłużej, ale nie spodziewałam się, że kryjówka sama nas znajdzie. Usłyszałam jęk,ach, przecież Tao wpadł tutaj z impetem mając ranę postrzałową! Musiał odczuwać ból naprawdę mocno, ale słysząc zbliżające się tupoty lekkich ciał, podbiegłam do chłopaka i zasłoniłam mu usta dłonią, pokazując drugą by był cicho. Panda zacisnął oczyi skupił się na wytrzymaniu, a gdzieś w tle echem rozniosły się szybkie kroki i głosy rozdrażnionych dziewczyn. Siedzieliśmy tak podrapani, brudni i wyczerpani, aż do ciszy, do momentu w którym byliśmy pewni, że nikogo nie ma w pobliżu, zabrałam dłoń z ust Tao i westchnęłam, a potem... po prostu się popłakałam.
-T-trzeba Cię o-opatrzeć – szepnęłam łamiącym się głosem połykając łzy i zapowietrzając się.
-W-wiem – jęknął cicho chłopak i oparł się o ścianę jamy. Pawi oppa spojrzał na swoją ranę, a potem wytarł mi dłonią łzy z policzka.
-Nie płacz, przecież żyję -  Azjata uśmiechnął się i rozejrzał po otoczeniu. Pomimo jego miłego gestu, nie umiałam przestać płakać, postanowiłam to jednak wykorzystać, wyjęłam ze spodni czystą chusteczkę i starłam łzy, nawilżając przy tym materiał. Przysunęłam się do ręki Tao, podwinęłam rękaw i dodałam:
-Zaraz Cię trochę zaboli, to nie jest woda utleniona, no ale... przynajmniej nie będziesz miał błota w ranie. Chłopak kiwnął głową i odwrócił głowę. Deilkatnymi ruchami zaczęłam wycierać krew i błoto sączące się z dziury.
-N-nabój wciąż trkwi w środku, chyba z-zablokował się na kości...-stwierdziłam drżąc.-matko....
-Lepiej żebym miał to w ręku, niż Ty w sercu – rzucił chłodno Tao i wziął głęboki oddech. – martwię się o Luhan’a.. Podniosłam wzrok z rany na twarz kolegi.
-Właśnie.... oby miał tyle szczęścia ile my mieliśmy – mruknęłam i wróciłam do czyszczenia śladu.
-Nie wiem czy powinniśmy nazywać to „szczęściem” –odparł panda, siedzimy w dziurze, ukryci pod gałęziami, z nikłymi szansami na znalezienie,uziemieni, bo żadne z nas nie wejdzie po gładkiej ścianie na górę, bez jedzenia i picia.
-Nie doceniasz jednej rzeczy, my nadal żyjemy – dodałam i spojrzałam na niego – urwę kawałek Twojej koszulki i zrobię Ci bandaż na ranie postrzałowej, dobrze? Nie będzie się sączyła tak mocno krew, a Twoja koszulka jest dłuższa niż moja. Chłopak zaśmiał się cicho i kiwnął głową, po czym odrzekł:
-Minęła krótka chwila, a Ty już masz ochotę zdzierać ze mnie ubrania, jestem taki fajny! – zachichotał . Wywróciłam oczami i używając całej swojej siły, wydarłam fragment materiału, po czym zrobiłam coś na wzór opaski uciskowej w miejscu rany. Tao spojrzał na rękę i uśmiechnął się na wznak „fachowej” roboty.
-Ubrudziłaś się moją krwią – mruknął smutno.
-Jestem brudna od stóp do głów w błocie, mam poranione przez gałęzie ciało, a Ty mi coś mówisz o brudzeniu się krwią? Proszę Cię.. nic mnie już nie zdziwi – uśmiechnęłam się głupio – masz tu zasięg?
Wyjęłam swój telefon i upewniłam się że go nie mam. – bo ja nie – rzuciłam szybko. Tao wyjął telefon z kieszeni spodni i zerknął.
-Co chwilę mi łapie jedną kreskę, a za chwilę znika-odpowiedział  zmieszany panda.
-Damy radę się dodzwonić? – odpadłam z nadzieją w głowie. Kiwnął głową, że spróbuje i wykręcił numer menadżera. Zacisnęłam piąstki  by nam się udało, rzecz jasna nie miało to wpływu na powodzenie tej próby.
-H-halo?! –rzucił Azjata zaskoczony sukcesem – pani e menadżerze, to ja! Tao !-krzyknął w miarę cicho chłopak. Obserwowałam to z zapartym tchem, ciesząc się tym małym powodem do radości.
-Zjechaliśmy drogą trzysta pięćdziesiąt cztery, nie wiem gdzie się dokładnie znajdujemy, ale to jakiś las niedaleko opuszczonego magazynu. –rzucił szybko chłopak- tak, Annie nic nie jest, nie wiem co z Luhan’em,  zaczęliśmy uciekać, rozdzieliliśmy się, on jest sam, do tamtej chwili był żywy, te porywaczki są uzbrojon.. kurna.-warknął panda.
-Co jest? – jęknąłam.
-Urwało połączenie, nie mają wszystkich informacji, ale chyba nas znajdą...-westchnął Tao. Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się – nie martw się, znajdą nas..

Chwilę ciszy przerwał szelest.  Znów ktoś się zbliżał, a właściwie, był tu. Deilkatne ciało, majaczyło się na górze otworu, drobna twarz, duże oczy i drobna sylwetka. Zaparło nam dech w płucach..

poniedziałek, 16 września 2013

Weekly Idol część III - koszmar

Mijaliśmy ulice Seoul'u w zawrotnym tempie. Nie docierało jednak do nas, że to dzieje się naprawdę. Trochę jak sen, mistyczny, irracjonalny, albo raczej koszmar.Dziewczyna siedząca po prawej z przodu miała przy sobie prawdziwą broń, Tao stwierdził to będąc przekonanym i to konkretnie. Pierwszy raz widziałam ten strach wymalowany na ich twarzach. Luhan zdawał się być z nami tylko ciałem, miał przyspieszony oddech, lekko drżał, zaciskał dłonie, chciałam mu pomóc, powiedzieć, że będzie dobrze, ale nie byłam w stanie wykrztusić ani słowa, nie miałam siły podnieść dłoni i go przytulić. Bałam się.. Obróciłam głowę w  prawo, Tao miał na twarzy wymalowaną czujność, spojrzenie było wyostrzone, przestraszone, umiał się świetnie bić, ale nie byłam pewna czy poradzi sobie z szalonymi dziewczynami z bronią. Widziałam ku temu trzy przeciwwskazania; miały broń palną, były dziewczynami, więc nie przystało ich bić mężczyźnie z honorem, no i... były nieobliczalne.  Zamknęłam oczy, westchnęłam, i zebrałam w sobie tyle sił ile potrafiłam, po czym wykrztusiłam po koreańsku: 
-Co planujecie z nami zrobić? 
Dziewczyny z przodu i te za nami wybuchnęły spazmatycznym śmiechem. Ciarki przeszły moje ciało.  Panda i ja , spojrzeliśmy po sobie zmartwionym wzrokiem. On czujnie słuchał, będąc gotowym na jakąkolwiek reakcję obronną, Luhan zupełnie się odciął.
-Nie martw się brzydulo, Ty nie dożyjesz tego co sobie zaplanowałyśmy hi hi - zaśmiała się dziewczyna z bronią na którą szczególnie uważaliśmy. Spojrzała się jeszcze na mnie i pokiwała porozumiewawczo pistoletem, puszczając mi przy tym oczko. Nie wiedziałam co we mnie wstąpiło, ale ogromnie się przejęłam, zdenerwowana od razu odparłam bez zastanowienia:
-To po cholerę mnie porywałyście? Nie mogłyście mnie gdzieś zostawić?! Nie musicie mnie zabijać! - zaczęłam się trząść. Tao złapał mnie za dłoń i pokiwał przecząco głową by ich nie prowokować. 
-Zamknij się! Przeszkadzasz nam, jesteś dziewczyną mojego przyszłego męża! Nie zniosę tego, jesteś obrzydliwa! - odparła dziewczyna siedząca za Luhan'em. - argh, co on w Tobie widzi! - sasaeng przystawiła mi lufę z tyłu głowy. 
-Yuri! Nie w samochodzie! Trzymaj się planu! - wrzasnęła ta, która prowadziła samochód. Zakochana w Chen'ie psycho-fanka zaczęła się trząść z pistoletem, ale potem odsunęła go w dół - już niedługo ha ha...-szepnęła mi złośliwie.  Nie miałam zamiaru dać się zabić, byłam trochę bojaźliwa.. tak miałam w naturze, ale równie naturalne jest walczenie o przetrwanie, wiedziałam więc, że gdy tylko samochód się zatrzyma musimy przejąć sytuację. Zerknęłam ponownie na Luhan'a,  był taki rozkojarzony, spoglądał wciąż w szybę, zacisnęłam zęby i dotknęłam jego dłoni. 
-Będzie dobrze, uspokój się proszę.. - drżącym głosem, szepnęłam mając nadzieję że wariatki za nami nie skupią się na tym za bardzo.  Chłopak odwrócił na mnie wzrok i miałam wrażenie, że w ogóle mnie nie poznaje. Jego oczy odzwierciedlały teraz cierpienie, jak niewiele miał z wilka którym był mianowany w teledysku.. Gdyby życie było tym czym sobie wymarzymy, to Tao zatrzymałby czas, i ucieklibyśmy tak bezproblemowo, że fanki nie zdały by sobie sprawy co się właściwie stało. No ale, to było tylko gdybanie, nie miało być superman'a który nas uratuje, Luhan nie zamieni się w super silnego wilka, pawi oppa nie zatrzyma czasu, ja nie mogę nic zrobić.
-Jaka jest szansa, że ktoś nas uratuje?- zapytałam Tao w miarę cicho.
-Nie mam pojęcia Ann... raczej nikła..
Westchnęłam i starałam się uspokoić. Myśl Ania, co można zrobić, gdy jesteś w takiej sytuacji. Co mówił nauczyciel od PO w liceum, czego Cię uczyli... Jak na złość miałam pusty umysł, nic nie chciało mi przyjść do głowy. Nerwowo stukałam palcami o kolana i obserwowałam porywaczki. Było ich cztery, dwie z przodu, dwie z tyłu. Ta po prawej z przodu i ta po lewej z tyłu były bardzo narwane. Prowadząca auto, by zapanować nad sytuacją musiała mieć chociaż trochę rozsądku, mogłam więc założyć, że nie rzuci się na nas od razu. Jednie dziewczyna siedząca za Tao po prawej była dla mnie jeszcze zagadką. Nie wyrywała się, miała mini rewolwer, i bacznie obserwowała swojego idola, pandę. Zdawało się, że nie obchodziło jej nic innego i nie dałaby go skrzywdzić, jej spojrzenie zlustrowało mnie w momencie gdy na nią zerkałam. Chłodne, bystre, ona jedyna nie była wariatką, ta dziewczyna realizowała cel.. Musiałam, więc założyć, że to jedyna osoba z którą prawdopodobnie będzie można negocjować. Kwestią pozostawało w jakim stopniu może wpłynąć na grupę. Moje przemyślenia przerwał dźwięk sygnału policyjnego.
-SAMOCHÓD Z REJESTRACJĄ "SE781F" MA NAKAZ ZATRZYMANIA, PROSZĘ ZJECHAĆ NA POBOCZE, NATYCHMIAST - rozległo się z megafonu. Tak! To była nadzieja, co prawda porywaczki przyspieszyły, ale sygnał samochodu policyjnego dawał nam szansę na wyjście cało z tej sytuacji bez konfrontacji bezpośrednio z dziewczynami.Nie potrafiłam wysłowić się w myślach jak jestem wdzięczna, że zaczęli nas ścigać, Tao i Ja, co chwilę  oglądaliśmy się w tył, patrząc na naszą szansę. Nawet Luhan zdawał się uspokajać. 
-Nie wiercić się k*rwa! - wrzasnęła sasaeng siedząca za Luhan'em i skierowała w nas broń trzęsąc się cała. 
Szybko wróciliśmy bacznie na miejsca, ale nasze twarze przeszywał już uśmiech wygranej. Tao podał mi swoją dłoń, ja chwyciłam drugą Lulu i ścisnęliśmy je by dodać sobie otuchy. Zostało, więc tylko troszeczkę.. już za chwilę będzie dobrze. Wtem stało się coś, czego nie mogliśmy przewidzieć. Fanka siedząca po naszej prawej z przodu odkręciła szybę auta, wysunęła się lekko przed nie i odpaliła swoją broń parę razy co skutkowało tylko ogromnym hukiem z tyłu. Nie... wypadek.. poraził nas odgłos trzasku karoserii i dźwięk wybuchających płomieni. Luhan puścił moją dłoń i jęknął "nie!", po czym skulił się w sobie. Szarpnęło naszym autem, i zdążyłam zerknąć na obraz oddalający się w tle. Wielki ogień widniał w widoku tylnej szyby, pisk ludzi którzy byli w pobliżu zaczął się oddalać, a my przyspieszyliśmy. Gasnąca nadzieja...gdy oddaliśmy się od miejsca wypadku, zgrała się z wjazdem w las. Wiedziałam, że to oznacza, że teraz już nas prawdopodobnie nie znajdą przed konfrontacją z tymi czterema. Pytanie brzmiało co trzeba było zrobić, gdy tylko się zatrzymamy, zaatakować te wariatki? Puścić się w długą w las, mając nadzieję, że nie zdążą strzelić gdy człowiek będzie uciekał jak zwierzyna na polowaniu? Negocjować? Do wniosków trzeba było zacząć dochodzić szybciej, droga umykała nam w zastraszającym tempie, nie wiedziałam ile czasu minęło, ale zgubiliśmy ślad cywilizacji i dopiero gdy zajechaliśmy do jakiegoś starego magazynu, zrozumiałam, że już jesteśmy na miejscu, że muszę zdecydować. Duży, w połowie rozebrany budynek, z odpadającym tynkiem ze ścian idealnie pasował do scenerii tego koszmaru. Do pierwszych drzew dobiegnięcie zajęło by na oku 7-12 minut, w zależności od tego jakie tempo biegu człowiek potrafił sobie narzucić. Samochód stanął z piskiem opon. 
-Aach nareszcie, ile można było czekać, muszę się rozładować.. -mruknęła dziewczyna siedząca Luhan'em.- Już niedługo zgarniemy też mojego męża i będę mogła się nacieszyć radosnym życiem ha ha. Wywróciłam oczami i skomentowałam to w myślach "idiotka". 
-Dobra, nie gadać, wysiadać - warknęła ta która prowadziła auto, i otworzyła drzwi. Z lufą za plecami wyszliśmy trójką przed samochód, możliwość obezwładnienia porywaczek uleciała z zatwierdzeniem bojaźliwości Lulu. Również to samo trzeba było uwzględnić przy ewentualnym zrywie do ucieczki. Tao bystrym wzrokiem czujnie obserwował dziewczyny, ale czul się chyba zablokowany w działaniu. Zostały mi negocjacje..
-Nie róbcie niczego głupiego, możemy to jeszcze pozytywnie zakończyć, możemy być w dobrym kontakcie..-jęknęłam namierzając wzrokiem fankę pandy.
-Wyobraźcie sobie jak bardzo przestaniemy was lubić, jeśli tylko nam coś zrobicie - dodał Tao starając się zachować męski ton. Trójka zachichotała, ale tylko jego oddana wielbicielka obserwowała każdą jego reakcję i wypowiedź, miałam wrażenie, że traktuje jego wypowiedź jak boską mantrę. 
-Może faktycznie nie powinnyśmy jej likwidować? Zwiążmy ją i porzućmy gdzieś w lesie - odparła przygaszona. Niższa od niej fanka która strzeliła do policji zaśmiała się szalonym tonem i warknęła w naszą stronę. 
-Nie będzie mi żadne ścierwo stawało na drodze do miłości, tu nie ma koloru szarego, jest tylko biel i czerń, jakieś ostatnie słowo zanim przestrzelę Ci łeb? - psychiczny ton rozbrzmiał echem w powietrzu. Mój oddech przyspieszył, a ja spojrzałam w niebo...

niedziela, 15 września 2013

Weekly Idol część II

Stanęliśmy pod ścianą w białym pomieszczeniu, rozległo się "akcja" i dwóch prezenterów programu "Weekly Idol"  zaczęło się przedstawiać przed kamerą. Jeong Hyeong Don  i raper Defconn, to właśnie oni mieli gościć nas w programie. 
Spojrzałam jeszcze na Chen'a a ten uspokoił mnie uśmiechem. 
-... a teraz zapraszamy wschodzące gwiazdy, wasze ukochane wilki, dzikich, przystojnych i utalentowanych wokalistów , zespół Exo!
-Tak, właśnie ich, a wraz z nimi, wilczą perełkę o której ostatnio było głośno, nowa twarz która została powiązana z tym stadem, gość specjalny  na waszą prośbę,Anna Mickiewicz!
Zaciągnęłam się powietrzem i pozwoliłam pociągnąć za dłoń swojemu chłopakowi, idąc sznurkiem za członkami zespołu, delikatny ukłon w stronę prowadzących i zajęliśmy odpowiednie miejsca. Usiadłam między Chen chen'em, a Chanyeol'em. Nie do końca wiedziałam, czy powinnam się uśmiechać w stronę kamery czy do prowadzących, toteż co chwilę zerkałam to tu, to tam. 
-Chłopcy będą tu już trzeci razm, ale dla Ciebie to pierwszy występ przed kamerą prawda Anno?- zapytał raper. Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się jak głupia do sera, po czym zdołałam z siebie wyksztusić :
-Do-dokładnie, więc jeśli zrobię coś nieodpowiedniego, przepraszam -zaśmiałam się nerwowo i pochyliłam lekko na chwilę, jako znak szacunku. Chen potarł mnie dłonią po plecach i otoczył ciepłym spojrzeniem. Rozluźniłam się trochę  i skupiłam na dalszym zachowaniu. 
- Niedawno wróciliście z piosenką "growl" , jak planuje się wasza promocja tego kawałka, czy macie jakieś osobiste odczucia związane z tym utworem? Suho? - zapytał energicznie Jeong Hyeong.
-Ach tak, mamy zamiar wydać drugi rodzaj tanecznego music video do tej piosenki, więc czeka nas jeszcze trochę pracy, bo śpiewamy w dwóch językach, a to wiąże się z dodatkowym zaangażowaniem - odparł lider- a co do odczuć.. to mogę powiedzieć, że ta piosenka sprawia mi dużo radości, bo przypomina mi o szkolnych latach, o tym co trzeba było już odstawić na bok, gdy człowiek angażuje się w karierę muzyczną - kontynuował chłopak, członkowie zespołu zaczęli  dodawać typowe "ye" co znaczyło po prostu, że się z nim zgadzają. Wszyscy słuchali uważnie. 
-Ach, a Ty Kris? Co możesz o tym powiedzieć? - dodał raper.
- Mogę dodać, że zgadzam się z tym co powiedział Suho, przyjemnie jest się poczuć jakbym znowu chodził do liceum, miał zdjęcia  do szkolnego albumu, tylko teraz to trochę inaczej się przestawia. - odrzekł smok.
-No tak tak, racja, szkoła to czas pierwszych miłości, przyjaźni, pracy w grupie.. Wracając jednak do tej pierwszej kwestii, myślę, że mamy kogo zapytać o jej przebieg. -wspomniał Don - Chen, Ann, o was mówię, widzowie są bardzo ciekawi jak się poznaliście - zaśmiał się prowadzący - tylko prosimy o pikantne szczegóły. 
Spojrzałam porozumiewawczo na Chen chen'a i pozwoliłam mu mówić pierwszemu. 
- Jeśli chodzi o pierwsze spotkanie tak generalnie, to właściwie poznaliśmy się tj kojarzyliśmy tak z budynku SM.Town, mijałem ją na korytarzu czy widziałem w towarzystwie kolegów z SHINee, ale zacząłem zwracać na nią uwagę, gdy notorycznie zaczęła wylewać coś na Kai'a. Potem jakoś tak się potoczyło, że wpadłem na nią w parku, i wieczorną porą emocje wyszły na zewnątrz...
-Och, brzmi jak z jakiejś dramy, Ann jak to wyglądało według Ciebie? -dodał raper.
-Um... właściwie bardzo podobnie, to całkiem zabawne, bo ja się wtedy zgubiłam, byłam na kawie z Minho i Taemin'em, ale w wyniku entuzjazmu fanek musieliśmy się rozdzielić... no i wylądowałam w obcym parku, zupełnie zagubiona. Na szczęście pojawił się Chen, no i wróciłam z nim.
-Oooch! To wygląda jakby Chen chen był rycerzem na białym koniu który przybył po swoją księżniczkę- zaśmiał się raper. Wywróciłam oczami, to było już dla mnie zbyt słodkie. 
-Hahah powinniśmy się zapytać Kai'a o odczucia, tj, nie było to męczące być ciągle oblewanym? -zapytał Don, powstrzymując się od śmiechu. Ann masz coś czym możesz go teraz oblać? ha ha -dodał.
Zaprzeczyłam i zerknęłam na Jongin'a sama będąc ciekawą odpowiedzi. 
-Ach, nie nie. Traktowałem to raczej z przymrożeniem oka, miałem ważniejsze sprawy niż martwienie się ubrudzoną koszulką, chociaż przyznam, że wracanie do pokoju będąc ciągle poplamionym budziło rozbawienie moich kolegów, i zmartwienie Mamy, To jest Suho, to on zajmuje się u nas praniem, no i dostarczałem mu niestety dużo obowiązków, przepraszam - dodał chłopak i kiwnął w stronę lidera. 
-Ach, to takie przyjemne jak oni o siebie dbają, liderze, jeśli chcesz, moje ubrania też możesz prać - zaśmiał się Jeong Hyeong. Zawtórowaliśmy mu. 
- Jesteś na to za duży ha ha, no dobrze, ale mam nadzieję, że członkowie Exo nam wybaczą, bo dziś mamy zamiar się skupić bardziej na waszej nowej przyjaciółce. Dostaliśmy wiele listów z pytaniami do Ann, i chcielibyśmy poznać odpowiedz na niektóre z nich, możemy zaczynać? - dodał Don i spojrzał na mnie porozumiewawczo. 
- Jasne -odparłam. 
-Zatem pierwsza wiadomość jest od Park Yeon Rin z Korei -prezenter kiwnął głową i rozległ się głos.
-Cześć  Ann! Wiem, że chodzisz z Chen'em, czego naprawdę Ci zazdroszczę, ale chciałabym poznać Twój osobisty ranking przystojniaków z Exo, gdybyś z nim nie chodziła. Mogłabyś ustawić chłopaków w zależności od tego jak bardzo atrakcyjni są według Ciebie? 
Oczy zrobiły mi się jak spodki, znowu. Zaskoczono mnie tym pytaniem, nie wiedziałam więc co mam zrobić lub powiedzieć. 
-No no, ciekawe, zatem Ann, ustaw ich od pierwszego do ostatniego w zależności od atrakcyjności - zachichotał raper.
-Mnie nie musisz dobierać , wiem, że jestem uniwersalnie pierwszy- zaśmiał się Don. 
Rozbawiona pokręciłam głową i przyjrzałam się chłopakom. 
-Oczywiście pierwszy jest Chen -wskazałam mu by się ustawił w kolejności. Potem wybrałabym Kai'a, Następnie Tao i -zaczęłam wymieniać, ale Don mi przerwał:
-och Pandę? Naprawdę? Ann ma ciekawy gust! - dodał zaskoczonym tonem.
-Tak, Tao, naprawdę - uśmiechnęłam się przelotnie do pawiego oppa'y i rozpoczęłam kontynuację swojej wypowiedzi- wracając do tematu, dalej jest D.o., potem Chanyeol -chłopcy zaczęli się ustawiać na wymienione miejsca, pomrukując i komentując to pozytywnie lub z negatywnym zaskoczeniem. 
-Ach unnie, jak mogłaś ustawić mnie na piątym miejscu, ja się urodziłem by być numerem jeden! - wtrącił Yeol -aach, muszę Cię  chyba przekonać, że zasługuję na lepsze miejsce w Twojej hierarchii!  
-Przepraszam oppa -zaśmiałam się nerwowo i dodałam - dalej jest Baekhyun, Kris. -zamilkłam na chwilę i zaczęłam się dalej zastanawiać - hm.. Suho, Luhan, Sehun, Lay no i Xiumin.
-Ach Xiuminnie jest pewnie niepocieszony zajęciem ostatniego miejsca! -dodał raper -Ann nie ma litości przy wyborze, rach ciach mach i wytypowała -odparł. Uśmiechnęłam się zakłopotana, a chłopcy zachichotali i zajęli swoje miejsca, 
-Dobrze, skoro poznaliśmy już ranking Ann, czas na kolejne pytanie! Przed nami wiadomość od Kim Jung Su! 
W oczekiwaniu czekałam na kolejne głupie pytanie, jednak okazało się, że te następne jest całkiem przyjemne.
-Droga Noono, jak to jest z super mocami? Członkowie Exo, mają różne zdolności która z nich jest według Ciebie najfajniejsza? Jaką chciałabyś mieć? "Noono? No ładnie, mam młodszego wielbiciela - pomyślałam. 
Wszyscy spojrzeli ciekawskim wzrokiem w moją stronę, więc na chwilę mnie zamurowało. 
-Um... wydaje mi się, że zdolności Kris'a i Kai'a są najfajniejsze. Od zawsze ludzie pragną latać, więc taki dar jest naprawdę przyjemny. Teleportacja zaś jest bardzo ekonomiczna i użyteczna. Wydaje mi się też, że trzeba tu zwrócić uwagę na moc Lay'a który potrafi uleczać. To dopiero prawdziwa sztuka! - z moich ust posypał się szybki monolog. 
-A jaką moc Ty chciałabyś mieć? -wtrącił raper. 
Rozejrzałam się po ludziach jakbym miała jakiś sekret, coś co chcę pokazać i zachichotałam.
-Chciałabym mieć moc kopiowania innych darów, dar który miała Rogue z X-men'ów. -oznajmiłam wreszcie.
Po pomieszczeniu rozległo się "woooah", a prowadzący pokiwali głowami jako uznanie dla tak genialnej odpowiedzi. Poczułam się wreszcie trochę lepiej i pewniej w miejscu w którym się właśnie znalazłam. 
-No i czas na ostatnie pytanie, bo niestety mamy ograniczony czas antenowy - odrzekł raper - wiadomość od  Song So Ae!
-Witaj Ann, wiem, że to dość dziecinne, ale chciałabym zobaczyć jak robisz "aegyo" albo odgrywasz "gwiyomi song", zatem wybierz proszę co chcesz zrobić, a ja ucieszę się niezależnie od tego. Dziękuję!
Xiumin, Chanyeol i Chen zachichotali wiedząc co mnie czeka. Znałam wspomnianą piosenkę, ale nie chciałam się do niej wygłupiać toteż od razu powiedziałam "wybieram aegyo". 
-Zatem na moje trzy, prosimy , zrób najsłodszą minę jaką potrafisz ! 
Kiwnęłam głową i zamknęłam oczy próbując sobie wyobrazić coś słodkiego. 
-Raz, dwa , trzy! 
Otworzyłam oczy, zrobiłam delikatny dziubek z uśmiechem, i podniosłam ręce jak łaszący się kotek. To było jedyne co mi przyszło do głowy. 
-Aaach cute combo! -krzyknął Don. Po sali echem odbiło się "aach" i "cute" , a ja spłonęłam rumieńcem. 
-Coś mi się wydaje, że Luhan ma konkurencje -zaśmiał się raper. 
Lulu pokiwał głową i przez salę przeszły kolejne komentarze. Dalej program potoczył się szybko, odbyło się mini dance battle między Kai'em a Lay'em. Chłopcy musieli opowiedzieć o wspólnym życiu, a ja już tylko ładnie wyglądałam. Podziękowaliśmy za audycję i ukłoniliśmy się do prezenterów i kamer. Po tym wyszliśmy z sali, i po przebraniu się, ruszyliśmy w stronę samochodów. W drodze powrotnej, przeorganizowano wszystko, więc podzieliliśmy się, że pojadę z Exo-m. Podjechał pierwszy samochód, ze specjalnym oznakowaniem, a my co by uniknąć fanów przyspieszyliśmy kroku. Pierwszy wszedł Tao, za nim ja, a dalej Luhan. Reszta nie zdążyła z dwóch powodów. Pierwszy był taki, że ktoś krzyknął 
"STÓJCIE, TO NIE JEST AUTO NASZEJ FIRMY!!", a drugi był taki, że ... 

odjechaliśmy. Właściwie... to zostaliśmy uprowadzeni..

 Wystarczyło jedno spojrzenie jednej z zamaskowanych dziewczyn. Sasaeng fans..

piątek, 13 września 2013

Weekly Idol część I

Tego dnia dźwięk budzika wydał mi się odrobinę milszy. Wyłączyłam alarm i ospale zsunęłam nogi na podłogę. Wolałabym pospać do późna, ale dziś, czekał mnie długi dzień. Podeszłam do komputera i po włączeniu go i zalogowaniu się, włączyłam  na głos piosenkę "Tri-angle- DBSK", miałam ochotę na odrobinę energii. Przy pierwszych nutach  piosenki wczułam się w rytm i na rozbudzenie zatańczyłam parę ruchów, roześmiana ruszyłam w stronę łazienki.  Tak, nastawiłam się na to, że będzie to dobry dzień.  Szybki prysznic i zabawa przed lustrem. Spojrzałam na szyję, malinka nie znikła, muszę więc ją zakryć.  Świeża i pachnąca zapachem Celine Dion (ten zapach jest naprawdę super xD), umalowałam się ładnie i ubrałam w wczoraj przygotowane ubrania. sweterek z kołnierzykiem w czarno-białe wzory, ciemne jeansy i czerwone trampki. Całość wykończyłam różnymi  dodatkami w tym czerwoną kokardką wpiętą w lekko poupinane kosmyki co sprawiało, że moja fryzura przypominała trochę upięcie Disney'owskiej księżniczki z "pięknej i bestii".  Spakowałam do mini torebki komórkę, paczkę chusteczek, błyszczyk do ust , dowód osobisty i parę monet. Wyłączyłam komputer, zamknęłam drzwi od pokoju i ruszyłam na stołówkę. Przechadzając się poranną porą wzdłuż korytarza, dostrzegłam Choi Sooyoung, uwielbiałam ją, była jedną z moich ulubionych piosenkarek kpopowych, ale w natłoku wrażeń, w ogóle nie miałam okazji z nią pogadać.  Wieczorem do niej zagadam- pomyślałam. Weszłam przez drzwi do stołówki, pomachałam do chłopaków z Exo, nie wszyscy byli jeszcze przy stole. Zamówiłam sobie coś do jedzenia i kawę. Gdy podeszłam do wilczego stada, Chanyeol od razu musiał się odezwać. 
-Ach, gdybyśmy zawsze nagrywali programy z takimi ładnymi dziewczynami, mógłbym wstawać nawet o piątej rano! -rzucił z uśmiechem. Chłopcy pokiwali mu głowami w ramach aprobaty słów a ja zachichotałam. z "bananem na ustach" usiadłam między Chen'em i Lay'em. 
- I jak? Zestresowana? -zapytał siedzący po lewej , główny tancerz Exo-m. 
-Troszeczkę..- odparłam, a bynajmniej spróbowałam, bo Chen chen od razu mnie objął i powiedział za mnie:
-Ach Hyung, z nami nie ma prawa się stresować, ja przy niej jestem, Wy jesteście, będzie zabawnie - zaśmiał się. Uśmiechnęłam się potwierdzając to i gdy spojrzałam na swój talerz, chłopcy zrozumieli, że powinni pozwolić mi jeść. Podczas gdy razem z Lay'em, Chen'em, Baekhyun'em ,Chanyeol'em i Suho urządziliśmy sobie rozmowy przy okrągłym stole, w miarę upływu minut, dołączyli do nas Kris i Tao, Luhan i Sehun, oraz  Kai i Kyungsoo, jedynie Xiumin czekał już gotowy, okazało się, że zdążył zjeść zanim przyszłam i kręcił się teraz gdzieś po budynku. Byłam zaskoczona jak wcześnie potrafił wstać. Poczekaliśmy, aż wszyscy zjedzą posiłek i razem stawiliśmy się około dziewiątej przed budynkiem Sm.Town. Ku mojemu zdziwieniu, stały tu już fanki Exo, które nie były w szkole. Musieliśmy je zignorować, chociaż przyznam, że w natłoku krzyków i pisków, było to trudne. Poza tym, gdy zobaczyłam napis "oddaj nam Chen'a" po koreańsku i angielsku na plakatach poczułam się niepewnie. Suho widząc moje zakłopotanie złapał mnie za dłoń i poprowadził prosto do autokaru, umożliwiając mi szybszy zniknięcie z oczu zazdrosnych dziewczyn. 
-Dziękuję - odparłam , wpatrując się nadal w szybę i fanki.
-Nie przejmuj się, po prostu to lekceważ, dopóki nie ma się do czynienia z sasaeng fans jest dobrze -odparł lider  i pociągnął mnie bym usiadła obok Chen'a na tylnym siedzeniu. 
-Usiądę od strony okna, żebyś się nie martwiła, dobrze? -dodał mój chłopak. W podzięce przytuliłam się do niego i objęłam wzrokiem nowe otoczenie. Autokar był schludny, w ciemnych barwach z dużymi szybami i telewizorkiem na górze. 
-Ach unnie, jak tam szyja? Wszystko dobrze? -rzucił Kris spoglądając na mnie z nad siedzenia po lewej stronie. Spłonęłam na czerwono i odparłam.
-Dobrze, już mi lepiej. W czasie tej krótkiej wymiany zdań zarejestrowałam czujne spojrzenie Kai'a które pilnowało planu. Cóż, musiałam się chyba do tego przyzwyczaić. Po godzinie,a może i półtorej dojechaliśmy wreszcie do studia. Niektórzy ospałym krokiem podnieśli się z siedzeń, inni wyskoczyli z nich jak z trampoliny, a ja i Chen po prostu... wstaliśmy. Wyszliśmy na końcu i znów ujrzałam tłumek dziewczyn.
-One chyba nie mają nic innego do roboty- jęknęłam. 
-To smutne, marnują swoją edukację byśmy tylko je zauważyli..-mruknął Kyungsoo. Kai kiwnął głową i pozwolił wejść D.o. pierwszemu przez drzwi. Potrafi być taki uczynny- pomyślałam. Nie zauważyłam nawet tego momentu, w którym przestałam się, aż tak stresować obecnością Exo, bytem samego Jongin'a tak blisko. To pewnie przez tę terapię szokową którą zafundował mi ostatnio. Przy wejściu spotkaliśmy prowadzącego Hyungdon'a i młodego mężczyznę z teczką obok. Wyglądał na asystenta. 
-Witam, witam, miło Was widzieć! Nowa twarz w zespole, nareszcie będę miał kogo pomęczyć- roześmiał się. 
-Ha ha, no tak- westchnęłam z odrobiną śmiechu -miło mi pana poznać, mam na imię Anna Mickiewicz i jestem stażyst..-nie dokończyłam, przerwał mi.
-Ach ta Anna która jest dziewczyną Chen'a! Tak tak,  chętnie posłuchamy faktów o Tobie na wizji! - milcząc obserwowałam co mówi ten energiczny człowiek i dałam sobie spokój z wtrącaniem jeszcze czegokolwiek- ach panie Junghwa, proszę zaprowadzić wilki i dziewczynę do pokoju, do nagrywania programu mamy trzydzieści minut, a wszyscy musimy wyglądać "emejzing"! -wtrącił i  ruszył razem z Managerem Exo gdzieś na piętro. My zaś skierowaliśmy się za szanownym asystentem w centralną część budynku.
-Ach jakie ładne i duże miejsce -stwierdziłam radośnie.
-Jakoś nigdy tego nie zauważyłem - dodał Tao
-Ale jest całkiem przestronnie, racja -uzupełnił Kris.  Rozglądając się po otoczeniu, doszłam w towarzystwie chłopków i nieznajomego do pokoju oznaczonego napisem "Star".  Zachichotałam na myśl, że mnie za taką uznają. Gdy weszliśmy ujrzałam trzynaście krzesełek obrotowych rozmieszczonych pod ścianami w rzędy, z dużą ilością oświetlenia, kosmetyków i gadżetów do poprawienia wizerunku. 
-Usiądźcie tam gdzie jest kartka z waszym imieniem -wypowiedział się nieco onieśmielony asystent. Kiwnęliśmy głowami, chłopcy ukłonili się nisko w ramach okazania szacunku i podziękowali za pomoc, szybko im zawtórowałam, co by nie wyjść na niekulturalną. Zajęliśmy wskazane miejsca, a ja nie mogłam wyjść  z podziwu. Dla mnie to było tak abstrakcyjne i inne, że co chwilę się rozglądałam i czytałam etykietki. 
-Pierwszy raz prawda? - Zagadała mnie młoda i śliczna Azjatka, która wyłoniła się zza moich pleców.
-Tak, nigdy wcześniej nie występowałam w programie..-przytaknęłam entuzjastycznie. Kobieta zbliżyła się i przyjrzała się mojej twarzy. 
-No no, jest całkiem zadbana, widzę, że sama się malowałaś, troszkę to poprawię i będzie idealnie- dopowiedziała i zaczęła przygotowywać odpowiednie kosmetyki. Wykorzystałam chwilę i zerknęłam na siedzących obok mnie Kyungsoo i Luhan'a, czułam się dziwnie patrząc jak inne wizażystki (oby poprawnie xD) poprawiały chłopaków. Nie przywykłam do tego by patrzeć jak maluje się mężczyzn. 
-Dobra, proszę skup się na mnie. Muszę Cię umalować! - dodała Azjatka i zaczęła tworzyć bohomazy na mojej biednej twarzy. Dwadzieścia minut minęło bardzo szybko, gdy wszyscy byliśmy już poprawieni, zerknęłam w lustro. Odpowiedni makijaż, nawet delikatny, potrafił uczynić z każdego ładną osobę, uśmiechnęłam się i zachwyciłam tym jak wyglądam. 
-No no Ann, jesteś ładniejsza ode mnie, a to duże wyzwanie!
Obejrzałam się do tyłu i ujrzałam roześmianego Tao. Westchnęłam rozbawiona,a gdy Chanyeol dodał, że jego nikt nie pokona, dałam za wygraną. Asystent znowu się pojawił i wręczył nam plakietki z imionami.
-Wchodzimy wchodzimy, musimy nagrywać program !Rzucone hasło i wszyscy wyszliśmy przez drzwi na białą salę na której było 15 krzeseł i dwóch prowadzących. Zaczęło się..
-----------------------------------------------------
Przepraszam, obiecałam długi post, ale zdecydowałam się rozbić go na trzy pomniejsze. W tym zawarte jest rozpoczęcie, w drugim będzie cała akcja programu, a trzeci was zaskoczy i będzie stres, także wyczekujcie ostatniego, bo przygotowałam coś ciekawego <3 Oby tylko była wena, hwaiting!