poniedziałek, 16 września 2013

Weekly Idol część III - koszmar

Mijaliśmy ulice Seoul'u w zawrotnym tempie. Nie docierało jednak do nas, że to dzieje się naprawdę. Trochę jak sen, mistyczny, irracjonalny, albo raczej koszmar.Dziewczyna siedząca po prawej z przodu miała przy sobie prawdziwą broń, Tao stwierdził to będąc przekonanym i to konkretnie. Pierwszy raz widziałam ten strach wymalowany na ich twarzach. Luhan zdawał się być z nami tylko ciałem, miał przyspieszony oddech, lekko drżał, zaciskał dłonie, chciałam mu pomóc, powiedzieć, że będzie dobrze, ale nie byłam w stanie wykrztusić ani słowa, nie miałam siły podnieść dłoni i go przytulić. Bałam się.. Obróciłam głowę w  prawo, Tao miał na twarzy wymalowaną czujność, spojrzenie było wyostrzone, przestraszone, umiał się świetnie bić, ale nie byłam pewna czy poradzi sobie z szalonymi dziewczynami z bronią. Widziałam ku temu trzy przeciwwskazania; miały broń palną, były dziewczynami, więc nie przystało ich bić mężczyźnie z honorem, no i... były nieobliczalne.  Zamknęłam oczy, westchnęłam, i zebrałam w sobie tyle sił ile potrafiłam, po czym wykrztusiłam po koreańsku: 
-Co planujecie z nami zrobić? 
Dziewczyny z przodu i te za nami wybuchnęły spazmatycznym śmiechem. Ciarki przeszły moje ciało.  Panda i ja , spojrzeliśmy po sobie zmartwionym wzrokiem. On czujnie słuchał, będąc gotowym na jakąkolwiek reakcję obronną, Luhan zupełnie się odciął.
-Nie martw się brzydulo, Ty nie dożyjesz tego co sobie zaplanowałyśmy hi hi - zaśmiała się dziewczyna z bronią na którą szczególnie uważaliśmy. Spojrzała się jeszcze na mnie i pokiwała porozumiewawczo pistoletem, puszczając mi przy tym oczko. Nie wiedziałam co we mnie wstąpiło, ale ogromnie się przejęłam, zdenerwowana od razu odparłam bez zastanowienia:
-To po cholerę mnie porywałyście? Nie mogłyście mnie gdzieś zostawić?! Nie musicie mnie zabijać! - zaczęłam się trząść. Tao złapał mnie za dłoń i pokiwał przecząco głową by ich nie prowokować. 
-Zamknij się! Przeszkadzasz nam, jesteś dziewczyną mojego przyszłego męża! Nie zniosę tego, jesteś obrzydliwa! - odparła dziewczyna siedząca za Luhan'em. - argh, co on w Tobie widzi! - sasaeng przystawiła mi lufę z tyłu głowy. 
-Yuri! Nie w samochodzie! Trzymaj się planu! - wrzasnęła ta, która prowadziła samochód. Zakochana w Chen'ie psycho-fanka zaczęła się trząść z pistoletem, ale potem odsunęła go w dół - już niedługo ha ha...-szepnęła mi złośliwie.  Nie miałam zamiaru dać się zabić, byłam trochę bojaźliwa.. tak miałam w naturze, ale równie naturalne jest walczenie o przetrwanie, wiedziałam więc, że gdy tylko samochód się zatrzyma musimy przejąć sytuację. Zerknęłam ponownie na Luhan'a,  był taki rozkojarzony, spoglądał wciąż w szybę, zacisnęłam zęby i dotknęłam jego dłoni. 
-Będzie dobrze, uspokój się proszę.. - drżącym głosem, szepnęłam mając nadzieję że wariatki za nami nie skupią się na tym za bardzo.  Chłopak odwrócił na mnie wzrok i miałam wrażenie, że w ogóle mnie nie poznaje. Jego oczy odzwierciedlały teraz cierpienie, jak niewiele miał z wilka którym był mianowany w teledysku.. Gdyby życie było tym czym sobie wymarzymy, to Tao zatrzymałby czas, i ucieklibyśmy tak bezproblemowo, że fanki nie zdały by sobie sprawy co się właściwie stało. No ale, to było tylko gdybanie, nie miało być superman'a który nas uratuje, Luhan nie zamieni się w super silnego wilka, pawi oppa nie zatrzyma czasu, ja nie mogę nic zrobić.
-Jaka jest szansa, że ktoś nas uratuje?- zapytałam Tao w miarę cicho.
-Nie mam pojęcia Ann... raczej nikła..
Westchnęłam i starałam się uspokoić. Myśl Ania, co można zrobić, gdy jesteś w takiej sytuacji. Co mówił nauczyciel od PO w liceum, czego Cię uczyli... Jak na złość miałam pusty umysł, nic nie chciało mi przyjść do głowy. Nerwowo stukałam palcami o kolana i obserwowałam porywaczki. Było ich cztery, dwie z przodu, dwie z tyłu. Ta po prawej z przodu i ta po lewej z tyłu były bardzo narwane. Prowadząca auto, by zapanować nad sytuacją musiała mieć chociaż trochę rozsądku, mogłam więc założyć, że nie rzuci się na nas od razu. Jednie dziewczyna siedząca za Tao po prawej była dla mnie jeszcze zagadką. Nie wyrywała się, miała mini rewolwer, i bacznie obserwowała swojego idola, pandę. Zdawało się, że nie obchodziło jej nic innego i nie dałaby go skrzywdzić, jej spojrzenie zlustrowało mnie w momencie gdy na nią zerkałam. Chłodne, bystre, ona jedyna nie była wariatką, ta dziewczyna realizowała cel.. Musiałam, więc założyć, że to jedyna osoba z którą prawdopodobnie będzie można negocjować. Kwestią pozostawało w jakim stopniu może wpłynąć na grupę. Moje przemyślenia przerwał dźwięk sygnału policyjnego.
-SAMOCHÓD Z REJESTRACJĄ "SE781F" MA NAKAZ ZATRZYMANIA, PROSZĘ ZJECHAĆ NA POBOCZE, NATYCHMIAST - rozległo się z megafonu. Tak! To była nadzieja, co prawda porywaczki przyspieszyły, ale sygnał samochodu policyjnego dawał nam szansę na wyjście cało z tej sytuacji bez konfrontacji bezpośrednio z dziewczynami.Nie potrafiłam wysłowić się w myślach jak jestem wdzięczna, że zaczęli nas ścigać, Tao i Ja, co chwilę  oglądaliśmy się w tył, patrząc na naszą szansę. Nawet Luhan zdawał się uspokajać. 
-Nie wiercić się k*rwa! - wrzasnęła sasaeng siedząca za Luhan'em i skierowała w nas broń trzęsąc się cała. 
Szybko wróciliśmy bacznie na miejsca, ale nasze twarze przeszywał już uśmiech wygranej. Tao podał mi swoją dłoń, ja chwyciłam drugą Lulu i ścisnęliśmy je by dodać sobie otuchy. Zostało, więc tylko troszeczkę.. już za chwilę będzie dobrze. Wtem stało się coś, czego nie mogliśmy przewidzieć. Fanka siedząca po naszej prawej z przodu odkręciła szybę auta, wysunęła się lekko przed nie i odpaliła swoją broń parę razy co skutkowało tylko ogromnym hukiem z tyłu. Nie... wypadek.. poraził nas odgłos trzasku karoserii i dźwięk wybuchających płomieni. Luhan puścił moją dłoń i jęknął "nie!", po czym skulił się w sobie. Szarpnęło naszym autem, i zdążyłam zerknąć na obraz oddalający się w tle. Wielki ogień widniał w widoku tylnej szyby, pisk ludzi którzy byli w pobliżu zaczął się oddalać, a my przyspieszyliśmy. Gasnąca nadzieja...gdy oddaliśmy się od miejsca wypadku, zgrała się z wjazdem w las. Wiedziałam, że to oznacza, że teraz już nas prawdopodobnie nie znajdą przed konfrontacją z tymi czterema. Pytanie brzmiało co trzeba było zrobić, gdy tylko się zatrzymamy, zaatakować te wariatki? Puścić się w długą w las, mając nadzieję, że nie zdążą strzelić gdy człowiek będzie uciekał jak zwierzyna na polowaniu? Negocjować? Do wniosków trzeba było zacząć dochodzić szybciej, droga umykała nam w zastraszającym tempie, nie wiedziałam ile czasu minęło, ale zgubiliśmy ślad cywilizacji i dopiero gdy zajechaliśmy do jakiegoś starego magazynu, zrozumiałam, że już jesteśmy na miejscu, że muszę zdecydować. Duży, w połowie rozebrany budynek, z odpadającym tynkiem ze ścian idealnie pasował do scenerii tego koszmaru. Do pierwszych drzew dobiegnięcie zajęło by na oku 7-12 minut, w zależności od tego jakie tempo biegu człowiek potrafił sobie narzucić. Samochód stanął z piskiem opon. 
-Aach nareszcie, ile można było czekać, muszę się rozładować.. -mruknęła dziewczyna siedząca Luhan'em.- Już niedługo zgarniemy też mojego męża i będę mogła się nacieszyć radosnym życiem ha ha. Wywróciłam oczami i skomentowałam to w myślach "idiotka". 
-Dobra, nie gadać, wysiadać - warknęła ta która prowadziła auto, i otworzyła drzwi. Z lufą za plecami wyszliśmy trójką przed samochód, możliwość obezwładnienia porywaczek uleciała z zatwierdzeniem bojaźliwości Lulu. Również to samo trzeba było uwzględnić przy ewentualnym zrywie do ucieczki. Tao bystrym wzrokiem czujnie obserwował dziewczyny, ale czul się chyba zablokowany w działaniu. Zostały mi negocjacje..
-Nie róbcie niczego głupiego, możemy to jeszcze pozytywnie zakończyć, możemy być w dobrym kontakcie..-jęknęłam namierzając wzrokiem fankę pandy.
-Wyobraźcie sobie jak bardzo przestaniemy was lubić, jeśli tylko nam coś zrobicie - dodał Tao starając się zachować męski ton. Trójka zachichotała, ale tylko jego oddana wielbicielka obserwowała każdą jego reakcję i wypowiedź, miałam wrażenie, że traktuje jego wypowiedź jak boską mantrę. 
-Może faktycznie nie powinnyśmy jej likwidować? Zwiążmy ją i porzućmy gdzieś w lesie - odparła przygaszona. Niższa od niej fanka która strzeliła do policji zaśmiała się szalonym tonem i warknęła w naszą stronę. 
-Nie będzie mi żadne ścierwo stawało na drodze do miłości, tu nie ma koloru szarego, jest tylko biel i czerń, jakieś ostatnie słowo zanim przestrzelę Ci łeb? - psychiczny ton rozbrzmiał echem w powietrzu. Mój oddech przyspieszył, a ja spojrzałam w niebo...

9 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. O k***a!!!!
    Jakie to są d*****i j****e! JESTEM WŚCIEKŁA ŻE ZARAZ JADĘ K***A DO KOREI I TAK TYM DZIEWCZYNOM TYŁKI J***E ŻE.... Tylko tamtą fankę Tao zostawię w spokoju bo wydaje mi się nawet normalna... ALE RESZTĘ ZABIJE ZA GROŹBY DO ANN I STRASZENIA LULU BO TO JEST NIEWYOBRAŻALNE ŻEBY TAK ROBIĆ!! NIGDY NIGDY WIĘCEJ STRASZENIA LUHAN'A BO W ŁEB!! JESTEM STRASZNIE WŚCIEKŁA GRRRR.... AAAAAAAAAAAA!!!!!!!!
    Muszę przestać pisać tego komentarza bo inaczej walne kompa XDDDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. XD mówiłam, że ten post wywoła trochę emocji ;_; ale opanuj agresję XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD hahah, ciekawe jak to będzie dalej :x

      Usuń
    2. To Ty nie wiesz co będzie dalej? XDD

      Usuń
    3. ZAWSZE improwizuję, toteż, mam tylko założenie :"D wymyślam na bieżąco, więc... nie wiem :"D

      Usuń
  3. Chciałam emocji, toteż mi ich dostarczyłaś. Matko boska, jak ja się denerwowałam przy czytaniu tego rozdziału. Najchętniej porozwalałabym tym fankom łby, tylko fankę Tao bym zostawiła. Mimo, ze chciała Ann porzucić w lesie, to i tak lepsze to, niż zabijanie jej. NORMALNIE AŻ MNĄ TRZEPIE ZE ZŁOŚCI! CO ZA WREDNE BABSZTYLE POSRANE NO! UGH >__<
    Dobra, koniec mojego wściekania się… Bo to już się robi nudne, tak, wiem o tym bardzo dobrze…
    Gdy napisałaś o tej policji, to już mi się gęba cieszyła i myślałam sobie 'no, to są uratowani, teraz tylko czekać aż te "pięknisie" wylądują w pudle *szaleńczy śmiech*', a tu nagle jakieś strzelaniny, wybuchy i normalnie film akcji… NO LUDZIE!
    Z jednej strony rozdział bardzo mi się podoba, no bo w końcu dostarczyłaś mi wielu emocji i sam w sobie jest ciekawy, ale z drugiej strony nie lubię go, bo są porwani i nie wiadomo co z nimi będzie. Co za paranoja, miłość i nienawiść są faktycznie prawie identycznym odczuciem i można je czuć obie naraz.. Boże, już mi się na filozofie bierze.. Co ze mną nie tak?
    Zastanawiam się co będzie dalej i szczerze, czytając komentarze, zauważyłam, że jedziesz na spontanie, no więc gratuluję ci pomysłowości w przypływie chwili, u mnie ta cecha ostatnio zanikła, ale myślę, że wróci, bo moja psychika będzie zazdrosna o twoją i jakoś się odbuduje….. A mówiąc o psychice, muszę uważać z tym co piszę, bo nie chcę dostać zielonych papierów.. xD
    Myślę, że już się trochę napisałam i niestety musisz się wysilić, i to przeczytać, no ale ja już tak mam, na każdy temat piszę książkę, albo lepiej, encyklopedie, więc no… :3
    Hwaiting kochana~!
    PS Przepraszam, że sadzę tyle przecinków, ale jestem od nich uzależniona..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AAACH, jest mi niezmiernie przyjemnie czytać tak długie komentarze XD Bardzo się cieszę, że te posty dostarczają tylu emocji, dzięki temu ma ochotę dalej się je czytać. Mam nadzieję, że obu nam bd dopisywać wena ! ^^

      Usuń