Jasne włosy układające się swobodnie, luźno majaczyły na wietrze. Zdawały się rozmywać z podmuchami wiatru. Zaczął kropić deszcz. Duże czekoladowe oczy wpatrywały się w nas z ulgą.
-L-Luhan! - jęknął radośnie Tao. Twarz Azjaty nad dziurą rozpogodziła i uspokoiła się. Musiał być bardzo zdenerwowany uciekając, pewnie bał się o nas tak jak my o niego, i widok zdrowych i całych towarzyszy musiał mu dać trochę radości.
-Nikt za Tobą nie biegł ? - zapytałam na tyle głośno by mnie usłyszał. Zaprzeczył głową, po czym rozejrzał się po otoczeniu.
-Musicie stąd wyjść...-mruknął.
Kiwnęliśmy głową i rozejrzeliśmy się po otoczeniu, w poszukiwaniu rozwiązania.
-W sumie... mam pomysł, ale jest raczej...dziwny..-stwierdziłam intensywni myśląc.
-Jaki? - mruknął Tao, a Lulu wsłuchiwał się cierpliwie w nasz dialog.
-Jeżeli Luhan znalazłby coś na kształt liny, co w miarę wytrzymałego...mogłabym się po tym wspiąć.. Potem zrzucilibyśmy coś a la kłodę... obwiązałbyś się tą liną -spojrzałam wymownie na pandę- no a ja i oppa, asekurowalibyśmy Cię przy linie by nie obciążać Twojej ręki.
-To brzmi jak plan! - rzucił głośno Azjata na zewnątrz - zaraz coś znajdę, zaczekajcie! - odparł i zerwał się na poszukiwanie. Pokręciłam głową i usiadłam przy Tao.
-Dlaczego mnie zasłoniłeś? - spojrzałam na twarz chłopaka, oczekując prawdziwej odpowiedzi.
-P-po prostu pomyślałem, że mi nic nie zrobią... w końcu jestem ich idolem..-odparł zmęczonym głosem.
-Przykro mi, że Cię postrzeliły..mam nadzieję, że szybko wyzdrowiejesz.. nie wiem nawet jak Ci dziękować..
-Cieszę się, że żyjesz, to wystarczające podziękowanie - mruknął Panda i potargał mi włosy.
-Ach, jak już wszystko się ułoży, to w ramach rekompensaty zabieram Cię na buble tea - uśmiechnęłam się i oparłam o ścianę.
-Dobrze, i skoczymy na zakupy, nie mogę przecież być idolem z porwanym ubraniem - odparł Azjata i osunął się głową na moje ramię. Mruknęłam i wzięłam głęboki oddech. Wreszcie mieliśmy trochę czasu by wypocząć, dopiero teraz zauważyłam jak Tao pobladł. W wyniku upływu krwi zrobił się biały jak śnieg, miałam nadzieję, że jego rana nie skończy się zakażeniem lub amputacją...
***
Kawałek czasu później
***
-T-Tao.. ile czasu minęło? -westchnęłam zmęczonym głosem. Pomimo wypoczynku, czułam jak bardzo jestem już zmęczona, jak moje ciało piecze mnie w miejscach zranień i obtarć, jak bardzo zgłodniałam..
-Chyba ze dwadzieścia minut... oby nic mu się nie sta..
-Ach, jestem! - krzyknął zdyszany Luhan. Podnieśliśmy rześko głowy w stronę dziury i uśmiechnęliśmy się.
-No i jak? Masz coś? - zapytałam z nadzieją. Brązowe oczy Azjaty bystrym wzrokiem rozejrzały się po jamie -tak, znalazłem kawałek liny, ale jest chyba za krótka by was wyciągnąć ...szukałem czegoś dłuższego, ale nic nie wyszło.... to co zrobimy? - Lulu dokończył zdanie i poprawił mokre od potu i deszczu włosy.
- Jak długa jest ta lina ? - zapytał donośnie Tao.
-Z pół metra na oko - odparł jego kolega. Obserwowałam ich wymianę zdań z zaciekawień czy panda coś wykombinował.
- Żeby Anna mogła się wspiąć musielibyśmy przedłużyć linę o około maks metr.. Można to uzyskać przez przedłużenie sznura ubraniami...-mruknął Panda po czym spojrzał na mnie zamyślonym wzrokiem. Spojrzałam zaskoczona na chłopaka.
-Ann zdejmuj sweterek, Luhan, a Ty bluzę, unnie Ty rzuć sweterek z całych sił w górę, Lulu zwiąże to w całość, spuści Ci linę i wejdziesz po niej, dacie radę?
Kiwnęłam głową i zdjęłam z siebie zewnętrzną część górnej garderoby, to samo zrobił Azjata na górze. Musiałam dwa razy próbować dorzucić ubranie, aż w końcu się udało i prowizoryczna lina umożliwiła mi wyjście. Chwila wysiłku i byłam na górze, cała spocona, zmęczona, ale szczęśliwa.
-To teraz ta najbardziej abstrakcyjna część planu... widziałeś gdzieś jakieś kłody odpowiedniej długości?
-Właściwie... to tutaj nieopodal leży coś długiego.. -odparł Luhan. Rozejrzałam się i kiwnęłam głową gdy zauważyłam o czym mówi, po czym krzyknęłam do Tao:
-Zaraz będziemy, odsuń się pod ścianę, będziemy Ci zrzucać kłodę! Wraz z towarzyszem pobiegliśmy po przedmiot starając się zachować jak najciszej. Potem po dwunastu, a może piętnastu minutach, cali czerwoni z wysiłku przysunęliśmy kłodę do dziury.
-Gotowy?! - krzyknęłam zmęczona, a w odpowiedzi usłyszeliśmy tylko "ye". Zrzuciliśmy drewno i rozległ się huk.
-Oby to nie ściągnęło uwagi tych wariatek..- stwierdził Luhan. Kiwnęłam głową w ramach potwierdzenia i rzuciłam Lao linę, trzymając drugi jej koniec.
-Obwiąż się nią, i zacznij wspinać, my pójdziemy za drzewo i zrobimy dzięki temu coś a'la dźwignię! - rzuciłam pandzie i zrealizowaliśmy naszą część.
-Okej! -krzyknął pawi oppa i zaczęliśmy ciągnąć. Po dwudziestu minutach wysiłku, po chwilach strachu czy supły z ubrań się nie rozwiążą, Tao wydostał się na zewnątrz, ale wyglądał okropnie. Podbiegliśmy do niego od razu i nie czekając rozwiązaliśmy linę. Panda wyglądał jakby miał zaraz zejść z tego świata. Nawet lekki deszcz nie dawał mu energii.
-Dzwoniliśmy do menadżera, ale pierwsze co trzeba teraz zrobić to wyjść z tego lasu..- dodałam głośno.
Luhan chciał chyba coś potwierdzić.. no ale nie zdążył. Tao nam zemdlał będąc białym jak kreda, hałas jakiego narobiliśmy przywołał te cztery wrogie postacie których nie chcieliśmy ujrzeć. Sasaeng fans, krzyk Luhan'a, huk strzału, zemdlałam. Chyba.
-L-Luhan! - jęknął radośnie Tao. Twarz Azjaty nad dziurą rozpogodziła i uspokoiła się. Musiał być bardzo zdenerwowany uciekając, pewnie bał się o nas tak jak my o niego, i widok zdrowych i całych towarzyszy musiał mu dać trochę radości.
-Nikt za Tobą nie biegł ? - zapytałam na tyle głośno by mnie usłyszał. Zaprzeczył głową, po czym rozejrzał się po otoczeniu.
-Musicie stąd wyjść...-mruknął.
Kiwnęliśmy głową i rozejrzeliśmy się po otoczeniu, w poszukiwaniu rozwiązania.
-W sumie... mam pomysł, ale jest raczej...dziwny..-stwierdziłam intensywni myśląc.
-Jaki? - mruknął Tao, a Lulu wsłuchiwał się cierpliwie w nasz dialog.
-Jeżeli Luhan znalazłby coś na kształt liny, co w miarę wytrzymałego...mogłabym się po tym wspiąć.. Potem zrzucilibyśmy coś a la kłodę... obwiązałbyś się tą liną -spojrzałam wymownie na pandę- no a ja i oppa, asekurowalibyśmy Cię przy linie by nie obciążać Twojej ręki.
-To brzmi jak plan! - rzucił głośno Azjata na zewnątrz - zaraz coś znajdę, zaczekajcie! - odparł i zerwał się na poszukiwanie. Pokręciłam głową i usiadłam przy Tao.
-Dlaczego mnie zasłoniłeś? - spojrzałam na twarz chłopaka, oczekując prawdziwej odpowiedzi.
-P-po prostu pomyślałem, że mi nic nie zrobią... w końcu jestem ich idolem..-odparł zmęczonym głosem.
-Przykro mi, że Cię postrzeliły..mam nadzieję, że szybko wyzdrowiejesz.. nie wiem nawet jak Ci dziękować..
-Cieszę się, że żyjesz, to wystarczające podziękowanie - mruknął Panda i potargał mi włosy.
-Ach, jak już wszystko się ułoży, to w ramach rekompensaty zabieram Cię na buble tea - uśmiechnęłam się i oparłam o ścianę.
-Dobrze, i skoczymy na zakupy, nie mogę przecież być idolem z porwanym ubraniem - odparł Azjata i osunął się głową na moje ramię. Mruknęłam i wzięłam głęboki oddech. Wreszcie mieliśmy trochę czasu by wypocząć, dopiero teraz zauważyłam jak Tao pobladł. W wyniku upływu krwi zrobił się biały jak śnieg, miałam nadzieję, że jego rana nie skończy się zakażeniem lub amputacją...
***
Kawałek czasu później
***
-T-Tao.. ile czasu minęło? -westchnęłam zmęczonym głosem. Pomimo wypoczynku, czułam jak bardzo jestem już zmęczona, jak moje ciało piecze mnie w miejscach zranień i obtarć, jak bardzo zgłodniałam..
-Chyba ze dwadzieścia minut... oby nic mu się nie sta..
-Ach, jestem! - krzyknął zdyszany Luhan. Podnieśliśmy rześko głowy w stronę dziury i uśmiechnęliśmy się.
-No i jak? Masz coś? - zapytałam z nadzieją. Brązowe oczy Azjaty bystrym wzrokiem rozejrzały się po jamie -tak, znalazłem kawałek liny, ale jest chyba za krótka by was wyciągnąć ...szukałem czegoś dłuższego, ale nic nie wyszło.... to co zrobimy? - Lulu dokończył zdanie i poprawił mokre od potu i deszczu włosy.
- Jak długa jest ta lina ? - zapytał donośnie Tao.
-Z pół metra na oko - odparł jego kolega. Obserwowałam ich wymianę zdań z zaciekawień czy panda coś wykombinował.
- Żeby Anna mogła się wspiąć musielibyśmy przedłużyć linę o około maks metr.. Można to uzyskać przez przedłużenie sznura ubraniami...-mruknął Panda po czym spojrzał na mnie zamyślonym wzrokiem. Spojrzałam zaskoczona na chłopaka.
-Ann zdejmuj sweterek, Luhan, a Ty bluzę, unnie Ty rzuć sweterek z całych sił w górę, Lulu zwiąże to w całość, spuści Ci linę i wejdziesz po niej, dacie radę?
Kiwnęłam głową i zdjęłam z siebie zewnętrzną część górnej garderoby, to samo zrobił Azjata na górze. Musiałam dwa razy próbować dorzucić ubranie, aż w końcu się udało i prowizoryczna lina umożliwiła mi wyjście. Chwila wysiłku i byłam na górze, cała spocona, zmęczona, ale szczęśliwa.
-To teraz ta najbardziej abstrakcyjna część planu... widziałeś gdzieś jakieś kłody odpowiedniej długości?
-Właściwie... to tutaj nieopodal leży coś długiego.. -odparł Luhan. Rozejrzałam się i kiwnęłam głową gdy zauważyłam o czym mówi, po czym krzyknęłam do Tao:
-Zaraz będziemy, odsuń się pod ścianę, będziemy Ci zrzucać kłodę! Wraz z towarzyszem pobiegliśmy po przedmiot starając się zachować jak najciszej. Potem po dwunastu, a może piętnastu minutach, cali czerwoni z wysiłku przysunęliśmy kłodę do dziury.
-Gotowy?! - krzyknęłam zmęczona, a w odpowiedzi usłyszeliśmy tylko "ye". Zrzuciliśmy drewno i rozległ się huk.
-Oby to nie ściągnęło uwagi tych wariatek..- stwierdził Luhan. Kiwnęłam głową w ramach potwierdzenia i rzuciłam Lao linę, trzymając drugi jej koniec.
-Obwiąż się nią, i zacznij wspinać, my pójdziemy za drzewo i zrobimy dzięki temu coś a'la dźwignię! - rzuciłam pandzie i zrealizowaliśmy naszą część.
-Okej! -krzyknął pawi oppa i zaczęliśmy ciągnąć. Po dwudziestu minutach wysiłku, po chwilach strachu czy supły z ubrań się nie rozwiążą, Tao wydostał się na zewnątrz, ale wyglądał okropnie. Podbiegliśmy do niego od razu i nie czekając rozwiązaliśmy linę. Panda wyglądał jakby miał zaraz zejść z tego świata. Nawet lekki deszcz nie dawał mu energii.
-Dzwoniliśmy do menadżera, ale pierwsze co trzeba teraz zrobić to wyjść z tego lasu..- dodałam głośno.
Luhan chciał chyba coś potwierdzić.. no ale nie zdążył. Tao nam zemdlał będąc białym jak kreda, hałas jakiego narobiliśmy przywołał te cztery wrogie postacie których nie chcieliśmy ujrzeć. Sasaeng fans, krzyk Luhan'a, huk strzału, zemdlałam. Chyba.
.....................................................................................................................................................................JA............................................................Ja.......................................................Ja....................................................................................................................................................................................................................JA..............................................................................................................................................................................................JA.........................
OdpowiedzUsuńJa... Ja...
*KONIEC* XDD
Widzę, że aż cię zatkało z natłoku uczuć... A ja właśnie nic nie czuję.. Jakbym umarła, zupełnie jakby moja dusza gdzieś uciekła... A może zemdlałam razem z Ann.... Chyba.
UsuńGdy przeczytałam, że to Luhan stał nad dziurą, tak jakoś ciepło zrobiło mi się na serduchu. Normalnie już myślałam, że wszystko jest dobrze, Luluś znalazł linę, wydostali się, a tutaj nagle...... NOSZ BOŻE. Końcówka...... STRASZNA.
OdpowiedzUsuńNaprawdę nie wiem co jeszcze napisać, czasem moje komentarze pasowałyby do jakiejś encyklopedii jako rozwinięcie jakiejś myśli, a teraz nic, cisza, pustka w głowie. Mimo iż rozdział ukazuje wiele emocji i sprawia, że serce bije szybciej i gdybym była w szpitalu pewnie zbiegło by się stado pielęgniarek, to nadal moje ciało i psychika zachowują się tak jakbym nic nie czuła czytając to... Nie wiem, może to przez szybką akcję, długość rozdziału, albo to może tylko ja się tak zachowuję.. Naprawdę nie wiem. Dziwne.
Przez moje wywody komentarz jest długi, czyli sama sobie zaprzeczam, ale z tym, że mogę pisać dla encyklopedii chodziło mi raczej o samo wypowiadanie się na temat rozdziału, a nie psychiczne moje wywody XD
Czekam na kolejną część :) A tak a'propos części, masz przewidziane ile napiszesz rozdziałów czy jedziesz, aż ci się pomysły skończą?
Tak jak napisałam, rok pisania, improwizacja, postaram się pisać dłuższe posty ^^ czekajcie na akcję na imprezie come backowej!!! :D
OdpowiedzUsuń