Głęboki oddech, zamknięcie oczu, tysiące myśli. Nigdy nie
zastanawiałam się jak powinny brzmieć moje ostatnie słowa, co chcę po sobie
zostawić. Nie zdążyłam się nawet pożegnać, wyjaśnić, powiedzieć kogo kocham,
przeprosić tych których skrzywdziłam. Nie chciałam umrzeć, nie mogłam, nie
teraz. Otworzyłam oczy i zebrałam swoje myśli w jedną całość, rzucając
pogardliwym spojrzeniem na niższe dziewczyny.
-Aaach-przeciągnęłam się – jesteście świadome, że za
morderstwo i uprowadzenie jest wyższa kara, niż za samo porwanie?
Planujecie wspólne życie, rodziny z chłopakami z EXO, ale
przecież, z kartkoteką nie osiągnięcie tego, wasze marzenie nie pokrywa się z
rzeczywistością. –Mruknęłam.
Lustrując ich twarze wzrokiem, zauważyłam, że tylko
prowadząca auto i zakochana w Tao faktycznie nie wzięły tego pod uwagę,
pozostałe uśmiechnęły się przekornie, jakbym opowiadała bajkę.
-Ha ha, naprawdę to mają być Twoje wyszukane słowa przed
śmiercią? Mało ambitnie! – Prychnęła najbardziej agresywna – nie chcesz
powiedzieć niczego innego niż głupiej moralizatorskiej mowy? –zaśmiała się.
-Możesz się śmiać, wszyscy kiedyś umrzemy, dostaniesz swoją
rekompensatę za to – uśmiechnęłam się grając pozę pewnej siebie osoby.
-Zatem skończmy już tę grę, Cammy, zlikwiduj ją! – krzyknęła
niższa Azjatka, do której wcześniej zwrócono się „Yuri”.
Wezwana przez koleżankę dziewczyna podniosła pistolet na
wysokość mojej klatki piersiowej i uśmiechnęła się błogo. Fanka Tao odwróciła
głowę, a liderka wyglądała na coraz mniej przekonaną do swojej misji. Wtem,
zanim sasaeng użyła broni, stało się coś czego nie mogłam przewidzieć. One
zresztą też. Tao wyskoczył przede mnie i zasłonił mnie swoim rozbudowanym
ciałem. Potem wszystko potoczyło się szybko. Broń tej dziewczyny wypaliła, ale
w wyniku odstrzału ,trafiła pandę w ramię, a nie w serce. Rozległ się krzyk,
nie tylko mój. Wszyscy odkoczyli zdenerwowani, gdy tylko fanka pawiego oppy
zobaczyła co się stało, momentalnie wybuchła i zaczęła się kłócić i szarpać z
dwoma najbardziej agresywnymi, liderka zaczęła ją wspierać, a nasza trójka,
wciąż będąc pod wpływem adrenaliny, wykorzystała okazję i poleciała ile sił w
nogach w las. Stres jednak zrobił swoje i rozdzieliliśmy się na dwie grupy,ja i
Tao, oraz Luhan. Nie musiałam się oglądać ani chwilę za siebie, może dziesięć
minut później usłyszałam strzały i krzyki porywaczek. Musiały spostrzec się, że
im uciekliśmy, rozpoczęło się polowanie. Ani ja, ani mój towarzysz nie
wiedzieliśmy jak długi jest las, ale wiedzieliśmy mniej więcej w którym
kierunku biec. Wszystko inne było kwestią czasu, po kolejnych upływających
szybko minutach, adrenalina zaczęła opadać, więc nogi szybko dopadło zmęczenie.
Tao, pomimo wielu lat spędzonych na treningu, w wyniku postrzału nie był w
stanie oddać się wysiłkowi. Gdy mieliśmy
przeskoczyć już leżące gałęzie momentalnie polecieliśmy w dół. Krzyknęliśmy
odruchowo i wylądowaliśmy na runie leśnym i błocie. Upadłam na plecy, więc
miałam przez chwilę problem z oddychaniem, jednak gdy mroczki w głowie
ustąpiły, a ja w końcu mogłam złapać głęboki wdech, spojrzałam w górę i
oceniłam naszą sytuację. Szczęście w nieszczęściu, wpadliśmy do jamy która była
przysłonięta gałęziami, i nawet nasz upadek, nie zniszczył ich w widoczny
sposób. Tak czy siak musielibyśmy znaleźć sobie kryjówkę, bo nie byliśmy w
stanie biec dłużej, ale nie spodziewałam się, że kryjówka sama nas znajdzie.
Usłyszałam jęk,ach, przecież Tao wpadł tutaj z impetem mając ranę postrzałową!
Musiał odczuwać ból naprawdę mocno, ale słysząc zbliżające się tupoty lekkich
ciał, podbiegłam do chłopaka i zasłoniłam mu usta dłonią, pokazując drugą by
był cicho. Panda zacisnął oczyi skupił się na wytrzymaniu, a gdzieś w tle echem
rozniosły się szybkie kroki i głosy rozdrażnionych dziewczyn. Siedzieliśmy tak
podrapani, brudni i wyczerpani, aż do ciszy, do momentu w którym byliśmy pewni,
że nikogo nie ma w pobliżu, zabrałam dłoń z ust Tao i westchnęłam, a potem...
po prostu się popłakałam.
-T-trzeba Cię o-opatrzeć – szepnęłam łamiącym się głosem
połykając łzy i zapowietrzając się.
-W-wiem – jęknął cicho chłopak i oparł się o ścianę jamy.
Pawi oppa spojrzał na swoją ranę, a potem wytarł mi dłonią łzy z policzka.
-Nie płacz, przecież żyję -
Azjata uśmiechnął się i rozejrzał po otoczeniu. Pomimo jego miłego
gestu, nie umiałam przestać płakać, postanowiłam to jednak wykorzystać, wyjęłam
ze spodni czystą chusteczkę i starłam łzy, nawilżając przy tym materiał.
Przysunęłam się do ręki Tao, podwinęłam rękaw i dodałam:
-Zaraz Cię trochę zaboli, to nie jest woda utleniona, no
ale... przynajmniej nie będziesz miał błota w ranie. Chłopak kiwnął głową i
odwrócił głowę. Deilkatnymi ruchami zaczęłam wycierać krew i błoto sączące się
z dziury.
-N-nabój wciąż trkwi w środku, chyba z-zablokował się na
kości...-stwierdziłam drżąc.-matko....
-Lepiej żebym miał to w ręku, niż Ty w sercu – rzucił
chłodno Tao i wziął głęboki oddech. – martwię się o Luhan’a.. Podniosłam wzrok
z rany na twarz kolegi.
-Właśnie.... oby miał tyle szczęścia ile my mieliśmy –
mruknęłam i wróciłam do czyszczenia śladu.
-Nie wiem czy powinniśmy nazywać to „szczęściem” –odparł
panda, siedzimy w dziurze, ukryci pod gałęziami, z nikłymi szansami na
znalezienie,uziemieni, bo żadne z nas nie wejdzie po gładkiej ścianie na górę,
bez jedzenia i picia.
-Nie doceniasz jednej rzeczy, my nadal żyjemy – dodałam i
spojrzałam na niego – urwę kawałek Twojej koszulki i zrobię Ci bandaż na ranie
postrzałowej, dobrze? Nie będzie się sączyła tak mocno krew, a Twoja koszulka
jest dłuższa niż moja. Chłopak zaśmiał się cicho i kiwnął głową, po czym
odrzekł:
-Minęła krótka chwila, a Ty już masz ochotę zdzierać ze mnie
ubrania, jestem taki fajny! – zachichotał . Wywróciłam oczami i używając całej
swojej siły, wydarłam fragment materiału, po czym zrobiłam coś na wzór opaski
uciskowej w miejscu rany. Tao spojrzał na rękę i uśmiechnął się na wznak
„fachowej” roboty.
-Ubrudziłaś się moją krwią – mruknął smutno.
-Jestem brudna od stóp do głów w błocie, mam poranione przez
gałęzie ciało, a Ty mi coś mówisz o brudzeniu się krwią? Proszę Cię.. nic mnie
już nie zdziwi – uśmiechnęłam się głupio – masz tu zasięg?
Wyjęłam swój telefon i upewniłam się że go nie mam. – bo ja
nie – rzuciłam szybko. Tao wyjął telefon z kieszeni spodni i zerknął.
-Co chwilę mi łapie jedną kreskę, a za chwilę
znika-odpowiedział zmieszany panda.
-Damy radę się dodzwonić? – odpadłam z nadzieją w głowie.
Kiwnął głową, że spróbuje i wykręcił numer menadżera. Zacisnęłam piąstki by nam się udało, rzecz jasna nie miało to
wpływu na powodzenie tej próby.
-H-halo?! –rzucił Azjata zaskoczony sukcesem – pani e
menadżerze, to ja! Tao !-krzyknął w miarę cicho chłopak. Obserwowałam to z
zapartym tchem, ciesząc się tym małym powodem do radości.
-Zjechaliśmy drogą trzysta pięćdziesiąt cztery, nie wiem
gdzie się dokładnie znajdujemy, ale to jakiś las niedaleko opuszczonego
magazynu. –rzucił szybko chłopak- tak, Annie nic nie jest, nie wiem co z
Luhan’em, zaczęliśmy uciekać,
rozdzieliliśmy się, on jest sam, do tamtej chwili był żywy, te porywaczki są
uzbrojon.. kurna.-warknął panda.
-Co jest? – jęknąłam.
-Urwało połączenie, nie mają wszystkich informacji, ale
chyba nas znajdą...-westchnął Tao. Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się – nie
martw się, znajdą nas..
Chwilę ciszy przerwał szelest. Znów ktoś się zbliżał, a właściwie, był tu.
Deilkatne ciało, majaczyło się na górze otworu, drobna twarz, duże oczy i
drobna sylwetka. Zaparło nam dech w płucach..
O.O JAK COŚ ZROBIĄ LULU TO..... MÓJ KOMPUTER NIE WYTRZYMA! XD Spokojnie jak Chen się dowie to pobiegnie i was znajdzie XD Hmm... Ta osoba która tam z nimi jest.... Kto to jest? Dużo pisać nie będe bo muszę znaleść ich... Kto ze mną idzie do lasu? :P
OdpowiedzUsuń*pakuje do plecaka najważniejsze rzeczy (czytaj: jedzenie, ubrania, jedzenie, apteczkę, jedzenie, mapę, jedzenie, jedzenie, jedzenie), zakłada na plecy* No to co Amel, kiedy idziemy? ;)
UsuńMoże jutro? Bo dzisiaj ma być nowy rozdział :D
UsuńBędzie za godzinę lub dwie :>
UsuńXD przekonasz się, no i pytanie czy menadżer ze świtą zdążą na czas! Ach, no i oby Tao nie dostał zakażenia XD no i łojej ile możliwości!
OdpowiedzUsuńJak zawsze zaczynam od tego, co najbardziej mnie: zdziwiło, rozśmieszyło, podekscytowało, etc i tym razem jest to jedno zdanie, które sprawiło, że oplułam ekran colą (tak btw. muszę znaleźć preparat do mycia ekranów.. ;-;). Czytam sobie i jest mroczna chwila, pełna emocji i powagi, aż tu nagle czytam: 'minęła krótka chwila, a Ty już masz ochotę zdzierać ze mnie ubrania, jestem taki fajny!' i dosłownie parsknęłam śmiechem i nie umiałam się uspokoić przez parę minut. Matko, dziewczyno, rozbrajasz mnie xD
OdpowiedzUsuńA co do całego rozdziału, to znów pełno emocji. Strzał w rękę Tao, ale najpierw myślałam, że dostał w klatkę piersiową.. DZIEWCZYNO CZY TY CHCESZ ŻEBYM TUTAJ DOSTAŁA ZAWAŁU JAKIEGOŚ, HM?! Normalnie aż mnie skręcało jak to czytałam.. Fanka Tao i ta liderka chyba jednak nie są takie złe, skoro odwróciły głowy, prawda? Prawda? Mam rację, nie? Mam nadzieję.
No a ta końcówka.. POWALAJĄCA! Mam nadzieję, że to fanka Tao, albo liderka... a może Luluś jednak ich odnalazł? Błagam, żeby to był on lub ta najlepsza z porywaczek. No i mam nadzieję, że Luluś jest cały i zdrowy, i nie zwariował jeszcze ze strachu.
Boże, tyle możliwości na kolejny rozdział, tyle domysłów, tyle dziwnych myśli. Dziewczynopisz szybko, bo mnie skręca z ciekawości jak jeszcze nigdy przy tym opowiadaniu! Co jak co, ale ty to potrafisz rozkręcić akcję xD
I znowu komentarz, który mógłby stanowić pól rozdziału... no nic x.x
BOŻE, NIE WIEM CO ĆPAŁAM, ALE PISZĘ CAŁKIEM BEZ ŁADU I SKŁADU. PRZEPRASZAM x.x
UsuńXD MIAŁAM TAK DUŻEGO BANANA NA TWARZY, na ten komentarz , że nie wiem jak podziękować! Mówiłam, że szykuję Wam niezłą akcję, i cieszę się, że spełniłam wymagania! pomysł na post jest i jutro go prawdopodobnie opublikuję, a co do tego zdania... pomyślałam że to bd w jego stylu, dodać coś tak zabawnego , a przy tym by rozładować napięcie :D
Usuń