Takie piękne niebo..
-Annie na co tak spoglądasz za szybą? - mruknął Bekon.
-Hm? Ach, podziwiam widoki... - odparłam i odsunęłam się od okna.-macie jakieś plany na dziś?
-Przyniesiemy Twoje rzeczy, potem mamy trening choreografii, obiad, zajęcia z chińskiego no i ja wieczorkiem już sobie coś zaplanowałam, ale nie wiem jak Baekhyun - odparł Chen.
-Ach, ja mam zamiar oglądać mecz Chelsea z Kai'em dzisiaj, On im strasznie kibicuje, i założyłem się, że przegrają, trzeba sobie urozmaicać haha - odparł roześmianym głosem towarzysz. Zaśmiałam się i westchnęłam.
-Ja chyba posiedzę na skype i pogadam z kumpelą albo rodzicami, dawno się nie odzywałam. - dodałam. Chen delikatnie potarł moje ramię i uśmiechnął się czule. Samochód zatrzymał się nagle, ale spokojnie.
-Dojechaliśmy-odparł nieznajomy męski głos. Drzwi auta otworzyły się, dobiegły nas piski fanek przez co odruchowo się wzdrygnęłam na złe wspomnienie. Wysiedliśmy i od razu mogłam poczuć się lepiej, ochroniarze stworzyli wręcz mur nie do przejścia. Ruszyliśmy w stronę drzwi szybkim tempem, a rosły mężczyzna otworzył nam drzwi. Podziękowaliśmy, a on wrócił do kolegów i odganiania uradowanych dziewcząt. Obejrzałam się ostatni raz, nie zachowywałam się tak jak one, bo przeżyłam terapię szokową, poznałam ich osobiście, rozmawiałam z nimi, czy jednak gdyby nie to, też piszczałabym tak jak one? Pokręciłam głową, zostawiając te rozmyślenia na kiedy indziej. Dobiegłam do chłopaków i podążyłam za nimi do swojego pokoju. Stanęli przed nim czekając,aż wyjmę klucz. Gdy to zrobiłam i otworzyłam drzwi, ogarnęła mnie ulga. Nie było mnie tu ponad tydzień, a traktowałam to miejsce jako jedyny azyl od emocji i wrażeń. Chen chen i Bekon położyli mi rzeczy na biurku i podeszli do drzwi.
-To co, widzimy się na obiedzie tak? - dodał Baekhyun. Kiwnęłam głową i poprawiłam odstające kosmyki włosów.
-Zaraz do Ciebie dołączę Bekko, chciałem tylko zamienić słowo z Ann. - dodał Jongdae. Podeszłam do swoich rzeczy i zaskoczona zerknęłam na chłopaka. Kolega Azjaty odparł "ye" i opuścił mój pokój. Chen podszedł do mnie i delikatnie złapał mnie za dłonie.
-Ach? - szepnęłam mimowolnie. Dalej nie zdążyłam już nic, chłopak znowu pocałował mnie czule.
-Mówiłem, że jestem z kimś umówiony, a konkretnie.. to z Tobą. -odparł delikatnie.
-Jak to? Nie pamiętam żebyśmy się gdzieś wybierali.. - odrzekłam zadziornym głosem.
-Idziemy na randkę, do parku rozrywki! Dziś będą całkiem niedaleko budynku Sm.Town, będzie bezpiecznie i fajnie -dodał podekscytowany Chen.
- Oo widzę, że nie mam wyboru - zaśmiałam się zaskoczona ofertą. Azjata pokręcił głową, objął mnie w pasie i pocałował czule. Podniosłam ręce, i delikatnie zawiesiłam je na szyi mojego idola.
-Hm, masz zamiar zawsze mnie tak... przekonywać? - zrobiłam mini "dziubek" by się trochę podroczyć, jednak wcale się nie odsuwałam. Na jego twarzy pojawił się uśmiech do ucha, a oczy zabłysły zadziornie.
-Wiesz... może nie tylko tak.. zależnie od tego jak wielki opór będziesz stawiać.. - Jongdae mruknął mi do ucha te słowa z czarującą intonacją i zacisnął na mnie swoje dłonie ze zdwojoną siłą.
-Co masz na myśli? - odpowiedziałam onieśmielona i zdałam sobie sprawę jak blisko są nasze twarze podczas tej rozmowy, tak blisko do zwariowania, brakowało tchu.
-Zobaczysz wieczorem Słońce, haha rozszerzyły Ci się źrenice ...podoba Ci się to - dodał rozbawiony.
Zbiło mnie to z pantałyku i poczułam jak momentalnie robię się czerwona, puściłam chłopaka i miałam zamiar się odsunąć. No właśnie.. miałam. Jego dłonie znów przyciągnęły mnie do siebie, na moje nieszczęście był ode mnie wyższy, więc nie uciekłam jego długiemu pocałunkowi.
-Zadowolony już? Masz zajęcia - mruknęłam uśmiechnięta, ale nadal porażona jego zachowaniem.
-Tak tak, do wieczora, przyjdę po Ciebie po kolacji, dobrze? - zapytał i poprawił kołnierzyk koszulki, bo i jemu zrobiło się gorąco.
-Dobrze -odpowiedziałam i dodałam po chwili - nie mogę się doczekać imprezy come back'owej, pierwszy raz zobaczę Cię w smokingu.
Nie odpowiedział tylko uśmiechnął się ukradkiem, po czym wyszedł zamykając drzwi i zostawiając mnie taką nabuzowaną emocjami. Dostałam dziś wolny dzień, bo byłam świeżo po szpitalu. Zostały około dwie godziny do obiadu, a ja mogłam robić na co miałam ochotę. Podeszłam do laptopa i odpaliłam go, co by sprawdzić, co się stało jak mnie nie było.
-Och, tyle powiadomień, a to tylko tydzień.. - mruknęłam sama do siebie. Odnosząc się do zegarka, upłynęło mi trzydzieści siedem minut na sprawdzaniu powiadomień, odpowiadaniu, odczytywaniu meil'i, sprawdzeniu twitter'a i innych mniej lub bardziej ciekawych portali. Moja komórka którą miałam na biurku, zaświeciła się i zaczęła wibrować. Podniosłam ją i sprawdziłam. Och, sms od Minho! - uśmiechnęłam się, ale jakoś nie potrafiłam sobie przypomnieć kiedy wymieniliśmy się numerami. Odczytałam treść:
"Hej Ann, Mam nadzieję, że miło wróciłaś
ze szpitalu, liczę, że czujesz się już dobrze,
bardzo się o Ciebie z Taemin'em martwiliśmy
( ale on się do tego teraz nie przyzna),
mam nadzieję, że w wolnej chwili
pójdziemy gdzieś we dwoje, lub w trójkę,
żeby nacieszyć się naszą relacją! Trzymaj się!"
Uśmiechnęłam się mimowolnie, on zawsze o mnie pamięta, a Tae nawet pomimo tego wszystkiego nadal się o mnie martwi... Otworzyłam pole odpowiedzi i szybko wystukałam na klawiaturze dotykowej, że chętnie się spotkam i bardzo do nich tęsknie. Odłożyłam telefon i włączyłam skype. Nie było jednak ani rodziców, ani Jagody, więc tylko wysłałam im wiadomość pisemną, by odezwali się jak będą mogli. Wyłączyłam komputer i wstałam. Podeszłam do swoich zapakowanych rzeczy, wyjęłam kartki i misia. Kwiaty niestety zdążyły przez tydzień uschnąć. Rozlokowałam rzeczy po pokoju, miś dostał szczególne miejsce na moim łóżku. Uśmiechnęłam się na myśl z kim będę dziś zasypiać. Wyjęłam stare ubrania i nastawiłam pranie. Co mogłabym porobić przez godzinę ?- zapytałam się w myślach, spoglądając na swoje odbicie w lustrze. Poczytam książkę. Podeszłam i wybrałam pozycję " W drodze na Hokkaido"- Will'a Ferguson'a. Nie był profesjonalnym pisarzem po prostu opisał swoją podróż autostopem przez Japonię podążając za kwitnieniem wiśni, bardzo podobał mi się jego styl pisania i szybko chłonęłam jego historię. Godzina upłynęła zadziwiająco szybko. Podniosłam się z łóżka i podeszłam do biurka po telefon. Powinnam się już zbierać na jedzenie, odczytałam sms'a Minho i wyszłam z pokoju, zamykając go na klucz. Ruszyłam korytarzem i nie minęła chwila, a myślałam, że padnę na zawał. Czyjaś ręka klepnęła mnie po plecach i gdy już złapałam oddech zerknęłam na tą niższą jednostkę. Amber z f(x)?
-Hej, jak się czujesz? - zapytała niższa dziewczyna. Nadal patrzyłam się na nią osłupiała, po chwili otrząsnęłam się jednak i odparłam skołowana:
-Lepiej, wszystko dzięki Tao, wiem, że jesteś Amber z fx'ów, ale skąd wiesz ?
-Wszyscy wiedzą, proszę Cię, sasaeng fans to temat uniwersalny, ruszą jednego z nas i od razu wszyscy jesteśmy poruszeni, szczególnie, że w tym przypadku panda wylądował w szpitalu na długo, wszyscy się martwiliśmy o waszą trójkę - odparła. Ruszyłyśmy w kierunku stołówki.
-Czyli od razu się rozniosło tak? Matko... -odparłam - z tym pobytem w szpitalu dla oppy, to moja wina.. zasłonił mnie kiedy sasaeng chciały mnie zastrzelić...
-Dobry z niego dzieciak, chociażby się bał, zrobi jak powinien, wszyscy jesteśmy z niego dumni, Kris nam to powiedział, bo kiedy Ty sobie smacznie spałaś on miał okazję już zamienić parę słów z Luhan'em i pandą właśnie.
-Och -odparłam zaskoczona po raz kolejny. Amber zaśmiała się dziarsko i otworzyła drzwi na stołówkę.
-Jakbyś chciała z nami kiedyś zjeść, to podejdź do nas po prostu, f(x) jest bardzo miłe. -dodała i poszła do Sulli i Luny które rozmawiały z nieznajomą mi dziewczyną. Pokiwałam głową i odparłam "ye" , po czym podeszłam do bufetu. Teraz mi się nie przewidziało, wszyscy po prostu patrzyli na mnie, nie ukrywając tego. Zauważyłam dużo pokrzepiających uśmiechów, pewnie wiele osób przeżywało tą całą sprawę z fankami. Zamówiłam rybę z ryżem w jakimś ładnie wyglądającym sosie, wzięłam herbatę i podeszłam do stolika Exo, przy którym siedział tylko Chanyeol i Xiumin.
-Cześć- dodałam ciepło. Chłopcy spojrzeli na mnie i uśmiechnęli się rześko.
-Hm Ana, powinnaś jeść więcej, po szpitalu musisz trochę odżyć -mruknął Baozi.
-Nie, nie, jadłam już dzisiaj kanapkę w McDonald's.
-I mnie nie zabrałaś? - zażartował Chanyeol - unnie, jak mam zostać Twoim numerem jeden, skoro nie dajesz mi na to szansy? - powiedział odgrywając wyrzut. Rozdziawiłam usta w literkę "o" zmieszana jego wypowiedzią.
-Ach ach Yeol dongsaeng, nie możesz tak robić, Chen będzie zazdrosny! - wtrącił Xiumin.
-No właśnie Oppa, unikaj problemów z kolegami z zespołu -dodałam z ulgą.
-Jesteście tacy negatywnie nastawieni, przecież mnie się kocha, nikt by nie robił problemów- chłopak zachichotał i włożył kawałek ryżu do ust. Parsknęliśmy śmiechem, i coś wspomnieliśmy o byciu narcyzem, a potem zajęliśmy się jedzeniem. W międzyczasie dołączyli do nas wszyscy z zespołu, jednak co niestety musiałam zauważyć, jedyną osobą która się ze mną nie przywitała był Jongin. W ogóle na mnie nie spoglądał, reagował na każde słowo wszystkich poza mną, spojrzałam jak wychodzi ze stołówki i ogarnął mnie niewyobrażalny smutek. Wiedziałam, że Chen nie chciał naszego kontaktu, ale czy to znaczyło, że musimy w ogóle zniszczyć nasz kontakt?
-Hm hm unnie, na co tak patrzysz? - mruknął Baekhyun. Wróciłam wzrokiem na kolegę.
-Ach, na nic- odparłam zakłopotana. Po wyjściu ze stołówki, wróciłam do czytania książki, chłopcy mieli zajęcia. Minęła kolacja i wyszłam z Chen'em przed budynek Sm.Town do auta, gdzie czekał na nas ochroniarz. Samochód ruszył, zaczął się nasz mały romantyczny wieczór, wieczorne niebo rozświetlały jasne gwiazdy i pełnia...
-Annie na co tak spoglądasz za szybą? - mruknął Bekon.
-Hm? Ach, podziwiam widoki... - odparłam i odsunęłam się od okna.-macie jakieś plany na dziś?
-Przyniesiemy Twoje rzeczy, potem mamy trening choreografii, obiad, zajęcia z chińskiego no i ja wieczorkiem już sobie coś zaplanowałam, ale nie wiem jak Baekhyun - odparł Chen.
-Ach, ja mam zamiar oglądać mecz Chelsea z Kai'em dzisiaj, On im strasznie kibicuje, i założyłem się, że przegrają, trzeba sobie urozmaicać haha - odparł roześmianym głosem towarzysz. Zaśmiałam się i westchnęłam.
-Ja chyba posiedzę na skype i pogadam z kumpelą albo rodzicami, dawno się nie odzywałam. - dodałam. Chen delikatnie potarł moje ramię i uśmiechnął się czule. Samochód zatrzymał się nagle, ale spokojnie.
-Dojechaliśmy-odparł nieznajomy męski głos. Drzwi auta otworzyły się, dobiegły nas piski fanek przez co odruchowo się wzdrygnęłam na złe wspomnienie. Wysiedliśmy i od razu mogłam poczuć się lepiej, ochroniarze stworzyli wręcz mur nie do przejścia. Ruszyliśmy w stronę drzwi szybkim tempem, a rosły mężczyzna otworzył nam drzwi. Podziękowaliśmy, a on wrócił do kolegów i odganiania uradowanych dziewcząt. Obejrzałam się ostatni raz, nie zachowywałam się tak jak one, bo przeżyłam terapię szokową, poznałam ich osobiście, rozmawiałam z nimi, czy jednak gdyby nie to, też piszczałabym tak jak one? Pokręciłam głową, zostawiając te rozmyślenia na kiedy indziej. Dobiegłam do chłopaków i podążyłam za nimi do swojego pokoju. Stanęli przed nim czekając,aż wyjmę klucz. Gdy to zrobiłam i otworzyłam drzwi, ogarnęła mnie ulga. Nie było mnie tu ponad tydzień, a traktowałam to miejsce jako jedyny azyl od emocji i wrażeń. Chen chen i Bekon położyli mi rzeczy na biurku i podeszli do drzwi.
-To co, widzimy się na obiedzie tak? - dodał Baekhyun. Kiwnęłam głową i poprawiłam odstające kosmyki włosów.
-Zaraz do Ciebie dołączę Bekko, chciałem tylko zamienić słowo z Ann. - dodał Jongdae. Podeszłam do swoich rzeczy i zaskoczona zerknęłam na chłopaka. Kolega Azjaty odparł "ye" i opuścił mój pokój. Chen podszedł do mnie i delikatnie złapał mnie za dłonie.
-Ach? - szepnęłam mimowolnie. Dalej nie zdążyłam już nic, chłopak znowu pocałował mnie czule.
-Mówiłem, że jestem z kimś umówiony, a konkretnie.. to z Tobą. -odparł delikatnie.
-Jak to? Nie pamiętam żebyśmy się gdzieś wybierali.. - odrzekłam zadziornym głosem.
-Idziemy na randkę, do parku rozrywki! Dziś będą całkiem niedaleko budynku Sm.Town, będzie bezpiecznie i fajnie -dodał podekscytowany Chen.
- Oo widzę, że nie mam wyboru - zaśmiałam się zaskoczona ofertą. Azjata pokręcił głową, objął mnie w pasie i pocałował czule. Podniosłam ręce, i delikatnie zawiesiłam je na szyi mojego idola.
-Hm, masz zamiar zawsze mnie tak... przekonywać? - zrobiłam mini "dziubek" by się trochę podroczyć, jednak wcale się nie odsuwałam. Na jego twarzy pojawił się uśmiech do ucha, a oczy zabłysły zadziornie.
-Wiesz... może nie tylko tak.. zależnie od tego jak wielki opór będziesz stawiać.. - Jongdae mruknął mi do ucha te słowa z czarującą intonacją i zacisnął na mnie swoje dłonie ze zdwojoną siłą.
-Co masz na myśli? - odpowiedziałam onieśmielona i zdałam sobie sprawę jak blisko są nasze twarze podczas tej rozmowy, tak blisko do zwariowania, brakowało tchu.
-Zobaczysz wieczorem Słońce, haha rozszerzyły Ci się źrenice ...podoba Ci się to - dodał rozbawiony.
Zbiło mnie to z pantałyku i poczułam jak momentalnie robię się czerwona, puściłam chłopaka i miałam zamiar się odsunąć. No właśnie.. miałam. Jego dłonie znów przyciągnęły mnie do siebie, na moje nieszczęście był ode mnie wyższy, więc nie uciekłam jego długiemu pocałunkowi.
-Zadowolony już? Masz zajęcia - mruknęłam uśmiechnięta, ale nadal porażona jego zachowaniem.
-Tak tak, do wieczora, przyjdę po Ciebie po kolacji, dobrze? - zapytał i poprawił kołnierzyk koszulki, bo i jemu zrobiło się gorąco.
-Dobrze -odpowiedziałam i dodałam po chwili - nie mogę się doczekać imprezy come back'owej, pierwszy raz zobaczę Cię w smokingu.
Nie odpowiedział tylko uśmiechnął się ukradkiem, po czym wyszedł zamykając drzwi i zostawiając mnie taką nabuzowaną emocjami. Dostałam dziś wolny dzień, bo byłam świeżo po szpitalu. Zostały około dwie godziny do obiadu, a ja mogłam robić na co miałam ochotę. Podeszłam do laptopa i odpaliłam go, co by sprawdzić, co się stało jak mnie nie było.
-Och, tyle powiadomień, a to tylko tydzień.. - mruknęłam sama do siebie. Odnosząc się do zegarka, upłynęło mi trzydzieści siedem minut na sprawdzaniu powiadomień, odpowiadaniu, odczytywaniu meil'i, sprawdzeniu twitter'a i innych mniej lub bardziej ciekawych portali. Moja komórka którą miałam na biurku, zaświeciła się i zaczęła wibrować. Podniosłam ją i sprawdziłam. Och, sms od Minho! - uśmiechnęłam się, ale jakoś nie potrafiłam sobie przypomnieć kiedy wymieniliśmy się numerami. Odczytałam treść:
"Hej Ann, Mam nadzieję, że miło wróciłaś
ze szpitalu, liczę, że czujesz się już dobrze,
bardzo się o Ciebie z Taemin'em martwiliśmy
( ale on się do tego teraz nie przyzna),
mam nadzieję, że w wolnej chwili
pójdziemy gdzieś we dwoje, lub w trójkę,
żeby nacieszyć się naszą relacją! Trzymaj się!"
Uśmiechnęłam się mimowolnie, on zawsze o mnie pamięta, a Tae nawet pomimo tego wszystkiego nadal się o mnie martwi... Otworzyłam pole odpowiedzi i szybko wystukałam na klawiaturze dotykowej, że chętnie się spotkam i bardzo do nich tęsknie. Odłożyłam telefon i włączyłam skype. Nie było jednak ani rodziców, ani Jagody, więc tylko wysłałam im wiadomość pisemną, by odezwali się jak będą mogli. Wyłączyłam komputer i wstałam. Podeszłam do swoich zapakowanych rzeczy, wyjęłam kartki i misia. Kwiaty niestety zdążyły przez tydzień uschnąć. Rozlokowałam rzeczy po pokoju, miś dostał szczególne miejsce na moim łóżku. Uśmiechnęłam się na myśl z kim będę dziś zasypiać. Wyjęłam stare ubrania i nastawiłam pranie. Co mogłabym porobić przez godzinę ?- zapytałam się w myślach, spoglądając na swoje odbicie w lustrze. Poczytam książkę. Podeszłam i wybrałam pozycję " W drodze na Hokkaido"- Will'a Ferguson'a. Nie był profesjonalnym pisarzem po prostu opisał swoją podróż autostopem przez Japonię podążając za kwitnieniem wiśni, bardzo podobał mi się jego styl pisania i szybko chłonęłam jego historię. Godzina upłynęła zadziwiająco szybko. Podniosłam się z łóżka i podeszłam do biurka po telefon. Powinnam się już zbierać na jedzenie, odczytałam sms'a Minho i wyszłam z pokoju, zamykając go na klucz. Ruszyłam korytarzem i nie minęła chwila, a myślałam, że padnę na zawał. Czyjaś ręka klepnęła mnie po plecach i gdy już złapałam oddech zerknęłam na tą niższą jednostkę. Amber z f(x)?
-Hej, jak się czujesz? - zapytała niższa dziewczyna. Nadal patrzyłam się na nią osłupiała, po chwili otrząsnęłam się jednak i odparłam skołowana:
-Lepiej, wszystko dzięki Tao, wiem, że jesteś Amber z fx'ów, ale skąd wiesz ?
-Wszyscy wiedzą, proszę Cię, sasaeng fans to temat uniwersalny, ruszą jednego z nas i od razu wszyscy jesteśmy poruszeni, szczególnie, że w tym przypadku panda wylądował w szpitalu na długo, wszyscy się martwiliśmy o waszą trójkę - odparła. Ruszyłyśmy w kierunku stołówki.
-Czyli od razu się rozniosło tak? Matko... -odparłam - z tym pobytem w szpitalu dla oppy, to moja wina.. zasłonił mnie kiedy sasaeng chciały mnie zastrzelić...
-Dobry z niego dzieciak, chociażby się bał, zrobi jak powinien, wszyscy jesteśmy z niego dumni, Kris nam to powiedział, bo kiedy Ty sobie smacznie spałaś on miał okazję już zamienić parę słów z Luhan'em i pandą właśnie.
-Och -odparłam zaskoczona po raz kolejny. Amber zaśmiała się dziarsko i otworzyła drzwi na stołówkę.
-Jakbyś chciała z nami kiedyś zjeść, to podejdź do nas po prostu, f(x) jest bardzo miłe. -dodała i poszła do Sulli i Luny które rozmawiały z nieznajomą mi dziewczyną. Pokiwałam głową i odparłam "ye" , po czym podeszłam do bufetu. Teraz mi się nie przewidziało, wszyscy po prostu patrzyli na mnie, nie ukrywając tego. Zauważyłam dużo pokrzepiających uśmiechów, pewnie wiele osób przeżywało tą całą sprawę z fankami. Zamówiłam rybę z ryżem w jakimś ładnie wyglądającym sosie, wzięłam herbatę i podeszłam do stolika Exo, przy którym siedział tylko Chanyeol i Xiumin.
-Cześć- dodałam ciepło. Chłopcy spojrzeli na mnie i uśmiechnęli się rześko.
-Hm Ana, powinnaś jeść więcej, po szpitalu musisz trochę odżyć -mruknął Baozi.
-Nie, nie, jadłam już dzisiaj kanapkę w McDonald's.
-I mnie nie zabrałaś? - zażartował Chanyeol - unnie, jak mam zostać Twoim numerem jeden, skoro nie dajesz mi na to szansy? - powiedział odgrywając wyrzut. Rozdziawiłam usta w literkę "o" zmieszana jego wypowiedzią.
-Ach ach Yeol dongsaeng, nie możesz tak robić, Chen będzie zazdrosny! - wtrącił Xiumin.
-No właśnie Oppa, unikaj problemów z kolegami z zespołu -dodałam z ulgą.
-Jesteście tacy negatywnie nastawieni, przecież mnie się kocha, nikt by nie robił problemów- chłopak zachichotał i włożył kawałek ryżu do ust. Parsknęliśmy śmiechem, i coś wspomnieliśmy o byciu narcyzem, a potem zajęliśmy się jedzeniem. W międzyczasie dołączyli do nas wszyscy z zespołu, jednak co niestety musiałam zauważyć, jedyną osobą która się ze mną nie przywitała był Jongin. W ogóle na mnie nie spoglądał, reagował na każde słowo wszystkich poza mną, spojrzałam jak wychodzi ze stołówki i ogarnął mnie niewyobrażalny smutek. Wiedziałam, że Chen nie chciał naszego kontaktu, ale czy to znaczyło, że musimy w ogóle zniszczyć nasz kontakt?
-Hm hm unnie, na co tak patrzysz? - mruknął Baekhyun. Wróciłam wzrokiem na kolegę.
-Ach, na nic- odparłam zakłopotana. Po wyjściu ze stołówki, wróciłam do czytania książki, chłopcy mieli zajęcia. Minęła kolacja i wyszłam z Chen'em przed budynek Sm.Town do auta, gdzie czekał na nas ochroniarz. Samochód ruszył, zaczął się nasz mały romantyczny wieczór, wieczorne niebo rozświetlały jasne gwiazdy i pełnia...